Stara Warszawa
- Żurawia 41
- Hotel Bristol
- Kolonia Staszica
Żurawia 41
Jerzy S. Majewski; 2007-01-18, ostatnia aktualizacja 2007-01-18 22:12
Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy kończy właśnie sto lat. Nie
powstała z niczego. Jej poprzedniczką była skromna Czytelnia Naukowa
działająca od 1890 r. w domu przy Żurawiej
Gdy nocą z 25 na 26 stycznia 1913 r. runęła górna część budowanej
fasady gmachu Biblioteki na Koszykowej, uznano to za zły omen. W
sobotnią noc potężny huk zbudził okolicznych mieszkańców, a od
niedzielnego poranka u zbiegu z Mokotowską zbierał się ogromny tłum
gapiów. Straty materialne wyniosły 20 tys. rubli, ale znacznie większą
tragedią była śmierć w katastrofie niemal całej rodziny stróża,
niejakiego Jedwabnego. Zginął pod gruzami wraz z żoną i trójką dzieci.
Katastrofę cudem przeżył jedynie kilkuletni Jaś Jedwabny.
A jednak los sprawił, że w 1944 r. gmach biblioteki wyszedł obronną
ręką z Powstania Warszawskiego. Wznosi się do dziś, a jego niedawno
odremontowana fasada zachwyca pełnią harmonii stylu zmodernizowanego
klasycyzmu.
Dziecko rewolucji
Równo sto lat temu jak grzyby po deszczu wyrastały w Warszawie polskie
szkoły, stowarzyszenia i niezależne od władz instytucje użyteczności
publicznej. To był trwały dorobek rewolucji 1905 roku. Na ulicach wciąż
wybuchały bomby, panował chaos, trwały strajki, ale osłabiona władza
zaborcza zmuszona była do wielu ustępstw wobec Polaków.
Jedną z takich instytucji była właśnie Biblioteka Publiczna m.st.
Warszawy. Statut Towarzystwa Biblioteki Publicznej złożono władzom we
wrześniu 1906 r. Pismo do generała gubernatora warszawskiego Skałona
sygnowali m.in. Samuel Dickstein, Ludwik Krzywicki i Stefan Żeromski. W
październiku towarzystwo zostało wpisane w Urzędzie Gubernialnym
Warszawskim do rejestru stowarzyszeń i związków, a 2 lutego 1907 r.
członkowie Komitetu organizacyjnego przedstawili plan działań
biblioteki. Jej zalążek już istniał. To Czytelnia Naukowa działająca w
kamienicy przy Żurawiej 41.
Kłótnie w czytelni
Jej twórcami byli Władysław i Jadwiga Dawidowie. Założyli ją w 1890 r.
"Na razie była to czytelnia pism periodycznych oraz tygodników i
miesięczników naukowych z dziedziny psychologii, ekonomii politycznej,
nauk prawnych, politycznych, społecznych i przyrodniczych" - czytamy w
"Biuletynie Biblioteki Publicznej" z 1929 r. Czytelnia nie była wielka.
Rozmiarami nie przewyższała współczesnych bibliotek szkolnych czy
dzielnicowych. Jej prowadzenie z całą pewnością nie było też łatwe.
W każdym razie dość szybko wśród założycieli doszło do konfliktu.
Dawidowie usunęli się i w 1893 r. założyli nową Czytelnię Dzieł i Pism
Naukowych. Dołączyli do nich studenci, którzy prowadzili nielegalną
bibliotekę mającą zaledwie sto kilkadziesiąt tomów przeznaczonych do
użytku publicznego. Nowa czytelnia ulokowała się początkowo na Zielnej
19, a w 1904 r. cały księgozbiór pomieścił się w trzypokojowym
mieszkaniu przy Żurawiej 41. Z biegiem czasu niewielka biblioteka
powróciła do dawnej nazwy Czytelni Naukowej.
Kamienica przy Żurawiej 41 pochodziła z końca XIX w. To trzypiętrowy
dom o eklektycznej fasadzie udekorowanej wieloma detalami nawiązującymi
do sztuki empiru. Po bokach ujmowały ją pary pilastrów o efektownych
korynckich głowicach, a ozdobnością zaskakiwały obramienia okien i
empirowy fryz ciągnący się przez całą szerokość fasady. Budynek był
znakomicie usytuowany. Stał tuż za narożnikiem z ulicą Marszałkowską. W
1904 r., gdy w kamienicy ulokowała się czytelnia, był własnością
Juliusza Helda.
Błysk noża przy jajeczku
Już kilka lat wcześniej o domu było głośno w związku z dokonanym tu
zabójstwem w nocy z niedzieli na poniedziałek wielkanocny 1901 r.
Niewielkie mieszkanie wynajmowała tu żona złodzieja i recydywisty
Feliksa Krasińskiego "Wyłupa". "Krasiński, przebywający u żony tylko w
gościnie, zaprosił do siebie na święcone Tomasza Wiśniewskiego, lat 30,
znanego również policji. Co zaszło między Krasińskim a jego gościem,
nie wiadomo. Dość, iż po pijaństwie Krasiński zadał Wiśniewskiemu 6 ran
nożem w plecy i w bok" - donosił "Kurier Warszawski" z 9 kwietnia 1901
r.
Ranny Wiśniewski o własnych siłach zdołał opuścić mieszkanie. Przeszedł
bramę kamienicy, wyszedł na Żurawią, skręcił w Marszałkowską i wreszcie
padł bez życia naprzeciw domu przy Marszałkowskiej 92. "Krasiński
zbiegł. Aresztowano jego żonę, która dotąd zeznaje bałamutnie. Podobno
to zemsta osobista" - opisywał dziennik. Tymczasem na leżącego w kałuży
krwi Wiśniewskiego natknęli się spóźnieni przechodnie. Przybyło
pogotowie. Ale nie tylko. Krzyki na ulicy zainteresowały mieszkającego
w pobliżu felczera. "O ile się zdaje, felczer był pod silnym wpływem
odbytych libacji świątecznych" - pisał "Kurier". W każdym razie
brutalnie odepchnął lekarza od rannego i krzycząc, że on tu rządzi,
zaczął zakładać opatrunek.
"Z uwagi, iż felczer nie przestawał awanturować się i lżyć lekarza,
wezwano policjanta, który sprawcę zajścia odprowadził do cyrkułu celem
spisania protokółu" - informowała gazeta. Dla Wiśniewskiego pomoc
felczera skończyła się fatalnie.
Strzały przy piwie
Jak wykazało śledztwo, motywem zbrodni była zemsta i rabunek. Krasiński
zdołał ujść policji i dość długo się ukrywał. Schwytano go dopiero 1
czerwca 1901 r. I tym razem nie obeszło się bez krwawej jatki. „Śledczy
Bazyli Handwerk ustalił, że »Wyłup « pije z kumplami w piwiarni browaru
Kijoka na rogu Powązkowskiej i Burakowskiej” - czytamy w „Kurierze
Porannym”.
Handwerk usiłował wraz z dwoma innymi ajentami policyjnymi ująć
bandytę. Doszło do strzelaniny. Pocisk ugodził Handwerka pod serce.
Polegli też dwaj inni policjanci Grzegorek i Kozłowski. Ciężko ranny
został przypadkowy świadek strzelaniny stójkowy Agiejczyk. Policjanci
nadbiegający z posiłkami, potykając się o trzy trupy, byli tak
wystraszeni, że pochowali się za budynkami. "Wyłupa", któremu skończyła
się amunicja, ujął dopiero przechodzący przypadkiem porucznik
grochowskiego pułku rezerwy Skropostiżkow. Ciął go przez głowę szablą,
a potem wyrwawszy rewirowemu rewolwer, "wpakował kulę Krasińskiemu
poniżej dołka w brzuchu. To nareszcie zwaliło z nóg zbrodniarza, ciężko
ranny pozwolił się obezwładnić". Przy bandycie znaleziono notatnik.
"Spisany ołówkiem jest rodzajem testamentu zbrodniarza" - donosił
"Kurier Poranny".
Z Żurawiej na Żulińskiego
Gdyby notatnik trafił z czasem do zbiorów czytelni przy Żurawiej,
zapewne stałby się ozdobą księgozbioru. Czy bywalcy czytelni opowiadali
czasem o zbrodniach Krasińskiego? Trudno powiedzieć. W każdym razie
lokal czytelni znajdował się w pobliżu dawnego mieszkania żony bandyty.
Duży salon zamieniono na czytelnię. Stały tu stoły, nieco półek z
czasopismami i książkami. Sam księgozbiór, który w 1907 r. liczył 4
tys. woluminów i kilkaset tomów czasopism, zajmował średni pokój. W
najmniejszym zaś ulokowała się kancelaria czytelni.
15 lutego 1907 r., w tydzień po ukonstytuowaniu się zarządu Towarzystwa
Biblioteki Publicznej, przejęło ono Czytelnię Naukową. Od tej chwili
zaczęła się ona niezwykle gwałtownie rozwijać, zamieniając szybko w
Bibliotekę Publiczną Warszawy. Początkowo miała pięciu pracowników
etatowych. Księgozbiór z każdym dniem się rozrastał. Tak szybko, że już
w maju przeniesiono go do budynku przy Rysiej 1. A kilka lat później
zaczęto myśleć o nowym gmachu na Koszykowej.
Jego budowę zaczęto w 1912 r. wg projektu Jana Heuricha juniora (plany modyfikowali Władysław Marconi i Artur E. Górney).
Wróćmy jednak do losów kamienicy na Żurawiej 41. W 1935 r. kamienica
zmieniła adres. Krótki odcinek Żurawiej między Marszałkowską a
Poznańską przemianowano bowiem na ulicę Tadeusza Żulińskiego.
Upamiętniono w ten sposób działacza Polskiej Organizacji Wojskowej w
latach I wojny światowej. W czasie Powstania Warszawskiego cała ulica
Żulińskiego była rejonem działania kompani "Witolda" z Batalionu
Zaremba-Piorun. Do 24 sierpnia powstańcy opanowali tu wszystkie
budynki. Sama ulica była jednak pod ostrzałem niemieckiej załogi gmachu
Telekomunikacji na Nowogrodzkiej. Jego wieża górowała w perspektywie
Żurawiej. Przed ostrzałem chroniła barykada wzniesiona na rogu
Żulińskiego i Marszałkowskiej.
Walki w tej części południowego Śródmieścia nie były jednak zbyt
zażarte i kamienica przetrwała wojnę. Niedraśniętą oglądamy na
zdjęciach lotniczych z 1945 r. Zburzono ją dziewięć lat później w 1954
r. w trakcie poszerzania Marszałkowskiej. Dziś stoi tu fragment bloku z
lat 60. Przetrwały za to dwie sąsiednie kamienice przy Żurawiej 43 i
45. W tej drugiej działa pełna książek "Café - antykwariat". Jest ona
dalekim wspomnieniem po przeszłości tego miejsca.
Hotel Bristol
Gazeta Wyborcza; redPor; 2001-11-16, ostatnia aktualizacja 2001-11-16 17:16
Zapraszamy na spacer po hotelu - znanym i nieznanym

Niby
wszyscy go znają, ale tylko po wierzchu. Fasada Bristolu jest łatwo
rozpoznawalna. Kawiarnia ma od dziesięcioleci stałych bywalców, ale w
pokojach, piwnicach, korytarzach, w kuchni hotelowej był mało kto.
Zapraszamy na spacer po Bristolu - tym znanym i tym za zamkniętymi
drzwiami
Bristol to plejada słynnych nazwisk, znakomita kuchnia i tysiące
anegdot. Maria Skłodowska Curie tu świętowała nobla, Wojciech Kossak
urządził tu pracownię malarską, w hotelu mieszkał Jan Kiepura z Marthą
Eggert, a ponownego otwarcie hotelu w 1993 r. dokonała pani Margaret
Thatcher.
Hotel stanął w dobrym dla Warszawy roku 1901. Gdy go otwierano, miasto
wzbogaciło się jeszcze o gmachy Filharmonii, Politechniki, Zachęty
Sztuk Pięknych.
Budowę finansowało specjalnie powołane konsorcjum, którego
udziałowcem był słynny pianista i kompozytor Ignacy Jan Paderewski.

na zdjęciu obok Apartament Paderewskiego
Dziś trudno wyobrazić sobie Warszawę bez Bristolu, choć przez całe lata
80. XX w. praktycznie go nie było. Stała tylko na poły opustoszała
skorupa. A przecież gdy go otwierano, był największym,
najnowocześniejszym i najbardziej luksusowym hotelem w całej Warszawie.
Dziś największy nie jest. Na pewno można go jednak uznać za
najpiękniejszy i najbardziej wytworny.
Odrodził się w 1993 r. po gruntownym remoncie. To piękna neorenesansowa
architektura na zewnątrz - dzieło Władysława Marconiego, i secesyjne
wnętrza będące dość swobodną rekonstrukcją wystroju projektowanego
przez wiedeńskiego mistrza secesji Otto Wagnera juniora. Z tymi
elewacjami był zresztą skandal. Na projekt hotelu rozpisano konkurs.
Zwyciężyli w nim krakowscy architekci: Tadeusz Stryjeński i Franciszek
Mączyński, którzy chcieli nadać budowli formy secesyjne. Dla inwestorów
były one jednak zbyt nowoczesne. Chcieli, by hotel, jak bank, spokojną
i solidną architekturą budził zaufanie. W rezultacie secesyjne
pozostały tylko wnętrza.
Skąd ta nazwa?
"Czy za pieniądze nabyte w cudzych krajach hotel musi nosić
koniecznie cudzoziemskie nazwisko" - pytano na łamach warszawskiej
prasy, która uważała, że nazwa musi być polska - nie amerykańska! Nazwa
jednak nie była amerykańska, lecz raczej brytyjska, i wiąże z postacią
czwartego earla Bristolu Fredericka Augusta Hervey'a. Gdy podróżował on
po Europie, okazał się tak pożądanym gościem, że właściciele hoteli
chełpili się, że nocował u nich sam lord Bristol. Z czasem o lordzie
zapomniano, ale hotele Bristol wyrastały w całej Europie.
Glorietta
Narożna glorietta w formie okrągłej, murowanej altanki wspartej na
kolumnach i wzniesionej ponad narożnikiem hotelu, jest jednym z
najbardziej charakterystycznych elementów jego architektury.
Projektując ją, Marconi nawiązywał do otoczenia. Niedaleko, u zbiegu
Krakowskiego Przedmieścia i Królewskiej, podobne zwieńczenie miał
narożnik kamienicy znanego fotografika Karola Beyera.
Gastinica Bristol
Rosyjski napis sprzed I wojny widać było jeszcze jakieś dziesięć
lat temu na jednej ze ścian szczytowych. Kiedyś były to metalowe
litery, które wprawdzie usunięto po odejściu Rosjan z Warszawy w 1915
r., ale po deszczu cień dawnego napisu stawał się czytelny.
Sala Kolumnowa
Tu w przy barze oraz w głębokich fotelach łatwo spotkać znanych
ludzi. Wnętrze jest niemal identyczne jak przed wiekiem, choć
kolorystyka to zapewne dość swobodna rekonstrukcja. Jest to też jedno z
najciekawszych w Warszawie wnętrz w duchu nieco geometrycznej secesji
wiedeńskiej. Ozdobą są dwie kolumny o papirusowych kapitelach.
Malinowa
Luksusowa restauracja. Nazwę uzasadnia nie zły gust, lecz malinowe
tkaniny na ścianach. Odcinają się od nich delikatne, klasycyzujące
boazerie - białe ze złoceniami. Kiedyś wisiały tu liczne obrazy
Wojciecha Kossaka.
Hol
Dzisiejsze secesyjne wnętrze jest wariacją na temat pierwotnego wyglądu holu. Barwne kwiaty rozlewają się po suficie i posadzce.
Secesja Wagnera
Secesyjny apartament 109. Od dawna nie ma już tego wnętrza.
Mahoniowe meble z tapicerką w wielobarwne kwiaty. Secesyjne portale
drzwi, tapety, żyrandol w formie poskręcanych łodyg kwiatowych i jasny
dywan o włosach długich jak trawa. Do tego masa bibelotów - wszystkie w
stylu art nouveau, zaś na suficie sztukaterie o nerwowo wijących się,
płynnych liniach. Projektantem był syn słynnego wiedeńczyka, papieża
secesji, Otto Wagnera. Wnętrze w chwili swego powstania było tak bardzo
modne, że kilkanaście lat później je przebudowano. Dlaczego? Bo secesja
już tylko śmieszyła i przez kilka kolejnych dziesięcioleci uchodziła za
przejaw złego smaku. W trakcie ostatniego remontu wnętrza nie
zrekonstruowano. Szkoda!
Prawie jak w Warszawie
W 1911 r. w Krakowie ogłoszono konkurs architektoniczny na gmach
Palace-Hotel-Bristol. Jeden z nagrodzonych projektów (Jana
Zawiejskiego, Romana Bandurskiego i Wiktora Miarczyńskiego) w wielu
szczegółach przypominał Bristol warszawski. Tak jak u nas, zaokrąglony
narożnik zdobić miała ażurowa glorietta urastająca tu do symbolu hotelu
nowoczesnego - godnego swej nazwy. Skończyło się na projekcie.
Co się stało z lampami?
Gdy w listopadzie 1981 r. zamknięto Bristol, przed hotelem widywano
ponoć ciężarówki, na które ładowano wyposażenie. Gdzieś przepadły
ostatnie secesyjne meble, secesyjny żyrandol przerobiony na
elektryczny, drobiazgi z łazienek. Część wyposażenia trafiła do innych
hoteli Orbisu, resztę rozkradziono.
Bale
Tradycja bali sylwestrowych urządzanych w hotelach zaczęła się od
Bristolu. Potem w karnawale powtarzały się bale kostiumowe i wreszcie
słynne bale z lat 30., w trakcie których wybierano królową w
najpiękniejszej kreacji. Na zdjęciu widzimy bal japoński urządzony
przez Stanisławową księżnę Lubomirską w 1914 r.
Pałac Tarnowskich
Nim powstał Bristol, stał tu XVIII-wieczny pałac Tarnowskich. Nie
był wielki, za to jego ozdobą było pełne kobiecej delikatności rokokowe
wnętrze, ponoć zaprojektowane przez słynnego artystę francuskiego
Aurela Meissoniera. Gdy pałac burzono, wystrój wnętrza zdemontowano.
Przetrwał do dziś i można go obejrzeć w apartamencie księcia Stanisława
Poniatowskiego w Zamku Królewskim.
Aleksander i dwóch Mikołajów
W trakcie rozbiórki Pałacu Tarnowskich pod budowę Hotelu w styczniu
1899 r,. pod podłogą natrafiono na kilka sztuk "broni palnej i
siecznej, a mianowicie: 1 karabin z bagnetem, a na nim napis Aleksander
I, dwa karabiny bez bagnetów z napisem Mikołaj I, dwa pistolety dużego
kalibru, tasak artyleryjski i płaszcz ozdobiony koroną hrabiowską z
1809 r.". Broń skonfiskowała policja.
Bar Amerykański
Powstał w latach 30. wraz z sala Dancingową. To był szczyt
nowoczesności. Ściany z alabastru, długie, pluszowe kanapy, okrągłe
stoliczki. Życie budziło się tu wieczorem i trwało do rana. Jak
wyglądało, możemy sobie wyobrazić oglądając luksusowe dancingi na
przedwojennych filmach. Bywali tu zresztą znani aktorzy i filmowcy.
Wnętrze zaprojektowane przez Antoniego Jawornickiego tak się podobało,
że na łamach "Arkad" opublikowano jego fotografię autorstwa Czesława
Olszewskiego. Jest to dziś jedno z nielicznych barwnych zdjęć z
przedwojennej Warszawy.
Gospoda Ludowa
Otwarto ją 21 grudnia 1945 r. w Sali Kolumnowej. Tego dnia wydano
uroczystość z okazji 70. urodzin Stalina. W karcie gospody prowadzonej
przez Powszechne Domy Towarowe można znaleźć: chłodnik z rakami,
majonez z raków, raki z wody z koprem, szczupaka w sosie grzybowym, gęś
z sałatą z pomidorów i inne podobne dania dla ludu.
Kolonia Staszica