menu
Strona główna Warszawa samorządowa Warszawa Marzeń Warszawskie parki Zdjęcia Wiersze Inne strony Forum Kontakt i opinia o stronie
x

Warszawa obywatelska

Akty prawne,
będące podstawą działania samorządu
 
Państwowa Komisja Wyborcza - Wyniki

Pani Prezydent Warszawy - sylwetka
  1. Pałac Saski w sam raz na ratusz - debata w "Gazecie"
  2. Pani prezydent składa obietnice mieszkańcom
  3. Korzystne dla Pani Gronkiewicz-Waltz orzeczenie Trybunału
  4. Kulesza: Nie pozbawiać mandatów za brak oświadczeń
  5. Kto wziął głosy Borowskiego?
  6. Dziesięć dzielnic dla Hanny Gronkiewicz-Waltz
  7. Analiza: Jak głosowała Warszawa
  8. Kandydaci na prezydenta Warszawy obrazili się na telewizję
  9. Sejmik: wygrał PiS, rządzi Adam Struzik
  10. Kto wygrał wybory do warszawskich rad dzielnic
  11. Onet.pl: Marcinkiewicz i Gronkiewicz-Waltz będą walczyć o głosy Borowskiego
  12. Jak wybieralismy prezydenta Warszawy i radnych
  13. Bezradny warszawiak głosuje na sejmik - poradnik wyborczy
  14. Bezradny warszawiak wybiera radnych
  15. Warszawa wybierze jesienią
  16. Sondy: wyraź swoją opinię
  17. Poprzednie wybory
  18. Artykuł: Powiatowa miernota za światowe pieniądze
  19. PiS szykuje się do walki w wyborach samorządowych
  20. Rozmowa ze Stefanią Grodzieńską

Pałac Saski w sam raz na ratusz - debata w "Gazecie"

Tomasz Urzykowski; 2007-05-22, ostatnia aktualizacja 2007-05-22 21:44

Władze Warszawy potrzebują siedziby. Tymczasem za ponad 200 mln zł będą odbudowywać Pałac Saski, który nie ma żadnego przeznaczenia. Jest ostatni moment na podjęcie decyzji o urządzeniu w pałacu ratusza.

Co zrobić z Pałacem Saskim, którego odbudowa będzie kosztować ponad 200 mln? To ostatni moment na podjęcie decyzji o urządzeniu w nim ratusza. Dziś w siedzibie "Gazety" organizujemy debatę na ten temat.

Wezmą w niej udział: wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, przewodniczący rady miasta Lech Jaworski, szef klubu PiS w radzie Warszawy Marek Makuch oraz architekt Adam Wagner kierujący Polsko-Belgijską Pracownią Architektury, Inżynierii i Urbanistyki "Projekt", w której powstają projekty nowego Pałacu Saskiego. Będziemy pytać naszych gości, co stoi na przeszkodzie przeznaczenia budynku na ratusz.
Caly artykul tutaj: Gazeta Wyborcza

Pani prezydent składa obietnice mieszkańcom

Jan Fusiecki; 2007-05-22, ostatnia aktualizacja 2007-05-23 12:21 

Wielkie inwestycje ruszą wreszcie z miejsca, ratusz otworzy się na mieszkańców i zadziała sprawniej - obiecała podczas wtorkowego spotkania z mieszkańcami prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO). Musi teraz wziąć się do roboty, bo organizatorzy poprosili, by podpisała się pod obietnicami i będą ją rozliczać

Prezydent Warszawy półtorej godziny mówiła o swoich planach i odpowiadała na pytania ok. setki mieszkańców Warszawy, którzy zjechali na wczorajsze spotkanie w Pałacu Kultury.

Poproszona o wyliczenie pięciu najważniejszych problemów miasta mówiła o niedrożnym systemie komunikacji miejskiej, paraliżu inwestycyjnym, bałaganie własnościowym i planistycznym, niesprawnym urzędzie miasta rozrzuconym w 44 miejscach.

Narzekała na poprzedników. - Remont Krakowskiego Przedmieścia był źle przygotowany. Poprzednie ekipy co roku nie były w stanie wydać 500-700 mln zł z funduszy przeznaczonych na inwestycje - mówiła.

Jak rozwiązać te problemy? Tu padło pięć deklaracji. - Zdecentralizuję system zarządzania, poprowadzę dialog społeczny, uproszczę procedury dla mieszkańców, wykorzystam lepiej środki UE i dopuszczę do wielkich inwestycji kapitał prywatny, poprę kluczowe inwestycje infrastrukturalne i sportowe - mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Caly artykul tutaj: Gazeta Wyborcza

Korzystne dla Pani Gronkiewicz-Waltz orzeczenie Trybunału

PAP, wot; 2007-03-13, ostatnia aktualizacja 2007-03-13 17:18

Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją przepisy, na mocy których utracili mandaty radni, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy nie złożyli na czas oświadczeń dotyczących majątku własnego lub małżonka.

Rozstrzygnięcie ma kluczowe znaczenie dla batalii o mandat prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO). Niedawno Jacek Sasin, wojewoda mazowiecki z PiS ogłosił wygaszenie tego mandatu właśnie z powodu spóźnionego złożenia przez panią prezydent oświadczenia o działalności gospodarczej jej męża. Gronkiewicz-Waltz nie zgodziła się z tą decyzją i zapowiedziała, że będzie dochodzić swoich racji w sądzie. Obie strony sporu czekały na dzisiejsze orzeczenie Trybunału, by zależnie od jego rozstrzygnięć poinformować o dalszych krokach.

Trybunał badał konstytucyjność tych przepisów na wniosek grupy posłów Platformy Obywatelskiej. Niezgodne z konstytucją przepisy stracą swoją moc z dniem opublikowania dzisiejszego rozstrzygnięcia TK w Dzienniku Urzędowym.

- Cieszę się, że idea samorządności zwyciężyła - tak prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz skomentowała wyrok Trybunału.

Jak podkreśliła prezydent Warszawy, wyrok oznacza, że wszystkie podjęte przez nią do tej pory decyzje są ważne, a wojewoda mazowiecki, który wygasił jej mandat, pospieszył się ze swoim zarządzeniem.
 

Kulesza: Nie pozbawiać mandatów za brak oświadczeń

2007-01-22 19:41:00

Samorządowiec, który spóźnił się ze złożeniem oświadczenia o działalności gospodarczej prowadzonej przez małżonka, nie powinien tracić mandatu - uważają przedstawiciele Związku Miast Polskich.

Związek Miast Polskich powołuje się opinię prawną prof. Michała Kuleszy, którą ekspert przygotował dla tej organizacji. Kulesza uważa, że nieterminowe złożenie oświadczenia o działalności gospodarczej małżonka (zwłaszcza gdy widać, że nie chodziło o celowe zatajenie informacji) należy potraktować jako nieistotne naruszenie prawa i dlatego nie powinno skutkować utratą mandatu przez samorządowca.

KTO MUSI ZŁOŻYĆ OŚWIADCZENIE

Samorządowcy muszą złożyć oświadczenie dotyczącego działalności gospodarczej małżonka, jeżeli jest ona wykonywana na terenie gminy, w której osoba obowiązana do złożenia oświadczenia pełni funkcję lub jest zatrudniona. Oświadczenia powinni złożyć również ci, których małżonkowie zawarli umowy cywilnoprawne z organami gminy, jej jednostkami organizacyjnymi lub gminnymi osobami prawnymi. Na złożenie tych dokumentów samorządowcy mają 30 dni od daty wyboru.

Prezes zarządu Związku Miast Polskich i prezydent Poznania Ryszard Grobelny zwrócił się do premiera o zastosowanie interpretacji zawartej w opinii prawnej prof. Kuleszy. Związek zwrócił się także do rad gmin, powiatów i województw, by pochopnie nie podejmowały uchwał o wygaśnięciu mandatów.

W swojej opinii prawnej Kulesza zaznacza, że jeśli samorządowiec wyjaśni przyczyny spóźnienia, to dopuszczalne jest, by rada nie podejmowała uchwały o wygaśnięciu mandatu.

Grobelny podkreślił, że przedstawiciele Związku uczestniczyli w 2005 r. w pracach sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Podczas tych prac - tłumaczył - wprowadzono, zapewne przez nieuwagę, zróżnicowanie terminów, w których oświadczenia mają być składane.

Na przedstawienie oświadczeń majątkowych samorządowcy mają 30 dni od daty ślubowania, a w przypadku pozostałych dokumentów majatkowych np. o działalności gospodarczej małżonka - 30 dni od dnia wyboru. Według Grobelnego, krótszy termin dla dodatkowego oświadczenia dotyczącego małżonka jest bezzasadny.

ZOBACZ TAKŻE:

Wojewoda mazowiecki: Nowe wybory to ostateczność

ZOBACZ TAKŻE:

Gronkiewicz-Waltz: Będę walczyć o stolicę

(PAP)

Kto wziął głosy Borowskiego?

Jan Fusiecki; 2006-11-27, ostatnia aktualizacja 2006-11-27 22:40
 

Nowa prezydent Warszawy przekonała do siebie sympatyków Centrolewicy (SLD-SdPl-UP-PD). I wygrała, bo Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) wziął niemal wyłącznie głosy zwolenników swojej własnej partii

W pierwszej turze Kazimierz Marcinkiewicz zdobył cztery punkty procentowe więcej niż Hanna Gronkiewicz-Waltz. Było jasne, że o wynikach dogrywki zdecyduje elektorat lidera Centrolewicy Marka Borowskiego, który zdobył przeszło 159 tys. głosów i z trzecią lokatą wypadł z gry.

Zarówno Gronkiewicz, jak i Marcinkiewicz komplementowali Borowskiego, chwalili jego program, ale pomysł Platformy na pozyskanie elektoratu Centrolewicy okazał się lepszy.

Na finiszu kampanii jej politycy PO zyskali cenne oświadczenie Aleksandra Kwaśniewskiego. Były prezydent tuż przed drugą turą powiedział, że zagłosuje na byłą prezes NBP, bo jest kompetentna i może złamać monopol PiS na rządzenie krajem. Dzień później podobną deklarację złożył Marek Borowski.

Efekt? Wg. naszego sondażu exit poll PBS BGA (polega na rozmowach z wyborcami w dniu głosowania pod losowo wybranymi lokalami) przeszło 88 proc. wyborców Marka Borowskiego zagłosowało na Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Kazimierz Marcinkiewicz był mniej skuteczny. Z naszego sondażu wynika, że nie przekonał do siebie wyborców żadnego poważnego ugrupowania poza własną partią. Poparli go wprawdzie również sympatycy LPR (80 proc.), ale niewiele to dało, bo w wyborach do Rady Warszawy partia Giertycha zdobyła tylko 16, 7 tys. głosów (2,5 proc.)

Sztabowcy b. premiera mogą więc mówić o porażce. Lansowali go na ponadpartyjną osobowość, bezpośrednio z PiS-em nie związaną. W swojej kampanii Kazimierz Marcinkiewicz nie używał agresywnego języka partii braci Kaczyńskich, nie pojawiał się w towarzystwie premiera.

Ale nie przeciągnął ani zwolenników Centrolewicy, ani tej części warszawskiej inteligencji, która akceptowała program PO, ale w poprzednich latach głosowała na PiS, bo warszawska Platforma kojarzyła się jej ze słynącą z afer koalicją SLD-PO, rządzącą miastem do 2002 r. pod patronatem Pawła Piskorskiego, byłego prezydenta Warszawy.

Tym razem warszawscy zwolennicy partii Tuska zachowali się wobec swojej partii lojalnie. Choć Kazimierz Marcinkiewicz prezentował się tu jako polityk nowoczesny i prounijny.


^ Na górę

Dziesięć dzielnic dla Hanny Gronkiewicz-Waltz

Jarosław Osowski; 2006-11-27, ostatnia aktualizacja 2006-11-28 11:21

Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrała tam, gdzie warszawiacy lubią chodzić na wybory. I tam, gdzie sprowadzają się nowi, zwykle młodsi, mieszkańcy

Na powyborczej mapie Warszawy nie wszystko widać jak na dłoni. Wprawdzie wiadomo z grubsza, kto gdzie wygrał, ale nawet w bastionach każdego z kandydatów zdarzają się enklawy większego poparcia dla konkurenta. Wyjątkiem jest Ursynów - tu Hanna Gronkiewicz-Waltz ma najlepszy wynik w Warszawie i zwyciężyła we wszystkich 59 otwartych obwodach wyborczych. W komisji nr 621 przy ul. Wilczy Dół na Kabatach była rekordowa frekwencja 67,5 proc.(najwyższą w mieście zanotowała komisja nr 872 przy ul. Przytulnej, gdzie głosowali mieszkańcy Choszczówki, wielu z nich protestuje przeciw rozbudowie tutejszej oczyszczalni ścieków Czajka).

Wyjątkowo dobrze (82 proc. głosów) Hanna Gronkiewicz-Waltz wypadła w Miasteczku Wilanów. Rosną tu nowe osiedla ekskluzywnych apartamentowców, do których wprowadzają się zwykle młodsi mieszkańcy. Przez ul. Przyczółkową i Wiertniczą graniczą z willowymi okolicami starych domów w Powsinku i wokół Pałacu w Wilanowie, gdzie górą dla odmiany był Marcinkiewicz.

To potwierdza wyniki badań PBS DGA dla "Gazety", według których wyborcy kandydatki PO są młodsi od zwolenników kandydata PiS. Najliczniejsi wyborcy Hanny Gronkiewicz-Waltz to ludzie mający 25-39 lat, podczas gdy wśród głosujących na Marcinkiewicza największa grupa to osoby po sześćdziesiątce. To, że wraz z napływem nowych i na ogół młodszych mieszkańców do dzielnicy rosła przewaga kandydatki PO, widać też w komisji nr 860 przy ul. Juranda ze Spychowa. To wschodnia część Białołęki zamieszkiwana jeszcze niedawno głównie przez rolników. Teraz ich dawne pola pokrywa coraz więcej nowych bloków. Skutek: Hanna Gronkiewicz-Waltz przegoniła Kazimierza Marcinkiewicza (721 do 615). Remis ze wskazaniem na kandydatkę PO jest w Wesołej - poparli ją mieszkańcy nowszej części dzielnicy Stara Miłosna, gdzie była też wyższa frekwencja. Odwrotnie we Włochach - tam z niewielką przewagą wygrał Kazimierz Marcinkiewicz. Do niego należy tu Okęcie (ze starą zabudową), za to willowe Włochy z nowymi blokami w Solipsach wolą kandydatkę PO.

Wyraźne różnice w wynikach głosowania zdarzają się nawet w obrębie jednego osiedla. Na ul. Anieli Krzywoń na Jelonkach więcej zwolenników ma Hanna Gronkiewicz-Waltz, na sąsiedniej ul. Synów Pułku - Marcinkiewicz. Do niego należą też Szmulki. Na Jadowskiej, Siedleckiej czy Wołomińskiej ma dwukrotną przewagę, ale na głosowanie poszedł tu zaledwie co trzeci mieszkaniec. Najniższa frekwencja w Warszawie (28,7 proc.) była w komisji nr 908 na Targówku Przemysłowym. Tu też wygrał dotychczasowy komisarz miasta.

Z zestawienia stołecznych wyników wyborów wychodzi też osobliwa prawidłowość. Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowanie wygrała we wszystkich warszawskich więzieniach i aresztach, najwyższe poparcie (95 proc.) osiągając w tym przy ul. Kocjana na Bemowie. Jej konkurent takim wynikiem może się pochwalić tylko w prowadzonym przez zakonnice Domu Pomocy Społecznej przy ul. Hetmańskiej na Olszynce Grochowskiej. Tu poparło go 95 na 99 głosujących podopiecznych. Marcinkiewicza wybrała też większość pacjentów warszawskich szpitali. Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrała tylko w szpitalach położniczych przy Karowej i św. Zofii na Woli oraz w zakaźnym i kardiologicznym w Aninie.

^ Na górę

Analiza: Jak głosowała Warszawa

Gazeta Wyborcza; Jan Fusiecki; 2006-11-13, ostatnia aktualizacja 2006-11-14 10:42

Platforma triumfuje w wyborach do Rady Warszawy. Prócz stałych zwolenników dostała głosy byłych wyborców PD, SLD, SdPl. PiS wprawdzie może mówić o przegranej, bo w nowej radzie będzie skazany na opozycję, ale udało mu się utrzymać wynik sprzed roku

Jeszcze żadna partia nie odniosła w Warszawie tak spektakularnego sukcesu. Według nieoficjalnych jeszcze danych PO zdobyła przeszło 40 proc. głosów, co przekłada się na 30-31 miejsc w 60-osobowej Radzie Warszawy, i daje widoki na samodzielne rządy.

Wzięli głosy PD

Platforma zawsze miała silne poparcie w Warszawie. Gdyby tylko stolica wybierała prezydenta kraju, zostałby nim Donald Tusk. W ostatnich wyborach do Sejmu jego partia uzyskała najlepszy wynik (przeszło 32 proc. poparcia).

Jak udało się powiększyć go o blisko 10 proc.? Ze zleconego przez nas sondażu exit poll PBS DGA (polega na ankietowaniu wyborców w dniu wyborów pod lokalami wyborczymi) wynika, że partii Tuska udało się przekonać do siebie dawnych zwolenników Partii Demokratycznej.

Co trzeci zwolennik PD sprzed roku dziś wybrał Platformę. To grupa byłych zwolenników PD i Unii Wolności, która kojarzy lewicę z PZPR i zniechęciła się do Partii Demokratycznej po zawarciu bloku Centrolewicowego (SLD-SdPl-UP-PD). Na PO zagłosował też co dziesiąty wyborca SLD i SdPl sprzed roku. To najpewniej warszawiacy, którzy w Platformie dostrzegli ugrupowanie które przez mocne poparcie może skutecznie przeciwstawić się hegemonii partii braci Kaczyńskich.

Przeszło 17-procentowe poparcie dla Centrolewicy (SLD-SdPl-UP-PD) przekładające się na 11 mandatów w radzie miasta nie zaskakuje. Podobne wyniki lewica uzyskała rok temu.

Zyskali na Lidze i Samoobronie

Partia braci Kaczyńskich zdobyła 17 mandatów w Radzie Miasta, skazana jest na opozycję. Jednak uzyskując blisko 30-proc. poparcie, żadnej klęski nie poniosła. Niemal dokładnie takie same notowania 29,8 proc. PiS uzyskał przed rokiem, w wyborach do Sejmu. A przecież wtedy mówiono o wielkim sukcesie, a listę warszawskich kandydatów na posłów otwierał sam lider PiS Jarosław Kaczyński.

I choć przez ostanie cztery lata rządził tu Lech Kaczyński, który odszedł do Pałacu Prezydenckiego, zostawiając miasto ze spóźnionymi wszystkimi niemal inwestycjami, jednak elektorat PiS pozostał mu wierny. Tylko 6 proc. wyborców partii braci Kaczyńskich w 2005 r zagłosowała w niedzielę na PO. PiS zrekompensował tę stratę, pozyskując zwolenników LPR i Samoobrony.

Aż połowa wyborców partii Giertycha w ostatnich wyborach do Sejmu zagłosowała w niedzielę na PiS. Partia braci Kaczyńskich zyskała też na Samoobronie. 38,7 proc. wyborców partii Leppera sprzed roku postawiło na radnych z listy PiS.

Stałe, wciąż silne poparcie dla partii braci Kaczyńskich nie dziwi obserwatorów warszawskiej sceny politycznej.

- PiS wciąż popiera mniejszość, ale stabilna. To ludzie, którym odpowiada zaangażowana polityka PiS. Tolerują jej agresywny język, bo ta partia jest dla nich remedium na wszystkie bolączki - mówi prof. socjologii Ireneusz Krzemiński.

Kandydaci na prezydenta Warszawy obrazili się na telewizję

Gazeta Wyborcza; Iwona Szpala; 2006-11-16, ostatnia aktualizacja 2006-11-16 12:48

Zamiast debaty o Warszawie, widzowie TVP 3 dwa dni przed wyborami dowiedzieli się, że głosując na kandydatów PiS, PO i centrolewicy, będą baranami. Konflikt "na żywo" wybuchł w studiu po tym, jak słabiej notowani kandydaci na prezydenta dowiedzieli się, że wystąpią bez trójki faworytów sondaży.

Do telewizji trafił właśnie oficjalny protest Naszego Miasta, którego kandydatem był Włodzimierz Całka. W ocenie komitetu odseparowanie kandydatów PiS, PO i centrolewicy od reszty zaproszonych na debatę, i to chwilę przed jej rozpoczęciem, jest dowodem "skandalicznych, niemoralnych i antydemokratycznych praktyk TVP" - czytamy w oświadczeniu wysłanym na Woronicza. Do protestu dołączone było nagranie, z którego skorzystaliśmy.

Piątek, godz. 20. Zaczyna się program "Trzeci wymiar - Wielka Warszawska". - Największe problemy największego polskiego miasta w tej debacie, w głosach i propozycjach kandydatów do fotela prezydenta - zagaja prowadzący Marek Czyż. W studiu siedzi szóstka kandydatów do ratusza: * Janusz Korwin-Mikke (UPR), * Wanda Nowicka (PPP), * Jerzy Krzekotowski (Nasza Warszawa i Mazowsze), * Waldemar Fydrych (Gamonie i Krasnoludki), * Włodzimierz Całka (Nasze Miasto), * Marek Czarnecki (Samoobrona). Coś jest jednak nie tak.

- Telewizja za nasze podatki kreuje wynik wyborów - zaczyna Piotr Zygarski z Naszego Miasta. I informuje, że zamiast dyskusji będą krótkie oświadczenia i wszyscy wychodzą. Powód? W studiu nie będzie Gronkiewicz-Waltz, Marcinkiewicza ani Borowskiego. Wystąpią osobno, o czym reszta dowiedziała się chwilę przed wejściem na antenę.

Zygarski dorzuca, że TVP, separując faworytów, zrobiła z reszty kandydatów "drugą ligę".

- Telewizja w pana wydaniu to telewizja z lat 80. - dołącza się Marek Czarnecki, kandydat Samoobrony. - To są najgorsze wzorce. Powinniście się państwo wstydzić!

Czyż próbuje ustalić, czy ktoś "zechce wziąć udział w tym programie". - Nie będziemy dyskutowali z panem, bo z panem nie ma co dyskutować - wypala kandydat UPR Janusz Korwin-Mikke. Wyznacza do złożenia oświadczenia Waldemara "Majora" Fydrycha z Gamoni i Krasnoludków, ale odzywa się Wanda Nowicka, która zaczyna mówić o swoim programie. Na środek studia rusza "Major". W pomarańczowej czapce krasnoludka przechadza się z rękami w kieszeniach. Reszta komitetów się śmieje.

Kandydatka Nowicka: - Czy mogę mówić?

- Może pani mówić. To jest bardzo interesujące - odpowiada jej kąśliwie Fydrych.

Zygarski: - Tylko po co?

Do "Majora" dołącza jedna z pań trzymających plakaty kandydatki PPP. Też spaceruje. Janusz Korwin-Mikke wali ręką w pulpit: - Mam tego dosyć! Miało być po kolei.

I wskazuje Jerzego Krzekotowskiego z Naszej Warszawy i Mazowsza. - Także protestuję, że są dyskryminacyjne posunięcia telewizji - mówi.

W górę idą białe płótna z napisem: "Władze Warszawy szkodzą".

"Major" wyznacza do występu Korwin-Mikkego. Słyszymy: - W Sejmie rządzi pewna klika, która kradnie. (...) Klika ta robi co może, żeby ten ustrój trwał nadal. Jej pachołki w telewizji robią właśnie dokładnie to.

Jedna z pań stojąca za kandydatem UPR zaczyna obgryzać paznokcie. Korwin-Mikke ciągnie: - Jeżeli państwo macie odrobinę zdrowego rozsądku, to przede wszystkim głosujcie na wszystkich, (...) tylko nie na tych łajdaków. (...) Jeżeli zagłosujecie na te trzy partie [PiS, PO, Centrolewica], to jest tak samo jak za komuny - głosowaliście na PZPR. Skąd PZPR miała się dowiedzieć, że było źle, skoro wszyscy jak barany głosowali. (...). Jeśli państwo jak barany zagłosujecie na przedstawicieli tych trzech partii, to nie dziwcie się, że będzie tak jak jest. (...)

Waldemar Fydrych: - Cieszę się, że pan Janusz właśnie powiedział rzeczy, które ja chciałem powiedzieć. W tle widać hasło: "Głosując na gamonie, popierasz siebie". - I dodam, że państwo dzisiaj, prawdopodobnie po nas, będziecie mogli zapoznać się z korytem miejskim - mówi o debacie trójki faworytów. - Z partiami, z grupą trzymająca władzę.

Jeszcze chwila o korkach, upadku kultury i finał: - Myślę, że to, co mieliśmy do powiedzenia, to powiedzieliśmy. I wychodzimy.

Piotr Zygarski zachęca wyborców, by pokazali, że "Warszawa jest miastem dumnym" i zagłosowali na obecną w studiu siódemkę, zaś politykom innych partii "dali ogromnego kopa". Komitety sobie klaszczą i wychodzą.

Wanda Nowicka: - Przepraszam, ja jeszcze nie skończyłam. Ja jeszcze chcę skorzystać ze swojego prawa do wypowiedzi.

- Myślę, że to jest ta chwila, kiedy możemy oddać pani głos - kończy Czyż.


Cała debata trafiła już także do serwisu YouTube.com - cz. 1 i cz. 2


Sejmik: wygrał PiS, rządzi Adam Struzik

Gazeta Wyborcza; Włodzimierz Pawłowski; 2006-11-14, ostatnia aktualizacja 2006-11-14 10:48

Klęska Samoobrony. Wielki sukces PSL. Za marszałkostwo dla Adama Struzika ludowcy zwiążą się albo z PO, albo z PiS

Szacunkowy podział mandatów w Sejmiku Mazowsza
Szacunkowy podział mandatów w Sejmiku Mazowsza
Wyniki wyborów do Sejmiku Mazowsza
Wyniki wyborów do Sejmiku Mazowsza
Wstępne, nieoficjalne wyniki wyborów do sejmiku województwa mazowieckiego są zaskakujące. Wygrał PiS (24,5 proc.), nieznacznie wyprzedzając PO (22,8 proc.). Znakomity wynik osiągnęło PSL (21,0 proc.) - niewiele gorszy niż Platforma. Lewica i Demokraci osiągnęli prawie 11,6 proc. głosów, co oznacza, że będą ostatnią listą biorącą udział w podziale mandatów. LPR przekroczyła wprawdzie 5-procentowy próg (6,4 proc.), ale bez zdecydowanych liderów nie ma raczej szans na mandaty. Po zblokowaniu z listą PiS jej głosy zasilą kandydatów partii braci Kaczyńskich. Podobnie jak głosy Samoobrony zblokowanej z Ligą i PiS.

W minionej kadencji Samoobrona miała aż ośmiu radnych. Teraz nie będzie miała żadnego. To m.in. efekt unieważnienia jej list w okręgu radomskim (w którym liczyła na co najmniej dwa mandaty) i warszawskim praskim (tu szanse na mandat były nikłe, ale kandydaci mogli punktować). - Osiągnęliśmy tak fatalny wynik, że aż ciarki mnie przechodzą - wyznaje Grzegorz Tuderek, szef stołecznej Samoobrony. - Trzeba go przyjąć z pokorą, pochylić się i przeanalizować. To poważne ostrzeżenie - dodaje.

Jak podzielone zostaną mandaty w 51-osobowym sejmiku? PiS dostanie zapewne 17, PO - 14, PSL - 13, a Lewica i Demokraci mogą liczyć na siedem. Jest prawie pewne, że radnymi Mazowsza zostaną: Adam Struzik, Janusz Piechociński, Krzysztof Borkowski, Leszek Przybytniak i Mirosław Augustyniak z PSL. Marszałek Struzik dostał ponad 60 tys. głosów, co - jak określają sztabowcy ludowców - jest "wynikiem porażającym". PiS reprezentować powinni liderzy list w okręgach - burmistrz Bielan Maciej Więckowski, ministrowa Lidia Ujazdowska, b. burmistrz Śródmieścia Mariusz Błaszczyk, Irena Kleniewska, wiceburmistrz Mokotowa Janina Rogg, burmistrz Targówka Romuald Gronkiewicz, wreszcie podkupiona z PSL Elżbieta Lanc, obecnie reprezentująca PSL Piast. Wśród radnych PO powinni się znaleźć burmistrz Mokotowa Robert Soszyński, wiceburmistrz Wilanowa Ludwik Rakowski, politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, b. burmistrz Sulejówka Jolanta Koczorowska. Centrolewicę reprezentować będą Marek Borowski, Marcin Święcicki i Andrzej Celiński, zaś z terenu liderzy list.

PO szła do tych wyborów w bloku z PSL. Wiele wskazuje na to, że koalicja tych dwóch partii miałaby w sejmiku wystarczającą większość, by przejąć rządy. - Jeśli potwierdzi się, że tylko cztery partie podzielą się mandatami, to będziemy jedynymi, którzy będą mogli rządzić i z PiS, i z PO. Blokowanie list jest na wybory, ale nie musi rozstrzygać o kształcie powyborczych koalicji - przypomina Artur Andrysiak, pełnomocnik PSL na Mazowszu.

Jest prawie pewne, że ludowcy, podobnie jak w dwóch poprzednich kadencjach, zwiążą się z tym, kto więcej im zaoferuje. Warunkiem wstępnym (i chyba niepodlegającym negocjacjom) będzie stanowisko marszałka. Oczywiście dla Adama Struzika, szefa PSL na Mazowszu i wielkiego triumfatora tych wyborów.

- Liczymy, że zblokowanie list jednak coś znaczy. Razem z ludowcami powinniśmy być w stanie stworzyć stabilną większość w sejmiku - uważa Andrzej Szklarski, mazowiecki pełnomocnik PO.

Ludowcy nie ukrywają, że są partią "obrotową". Dwie kadencje temu rządzili z SLD, w minionej z PiS, PO i LPR. Kogo wybiorą tym razem?

Komentarz

Samorząd Mazowsza to kasa ogromna, z roku na rok coraz większa. Budżet województwa sięga 3 mld zł, a dochodzą do niego setki milionów euro unijnej pomocy. Teoretycznie kasą tą zarządzać może koalicja PO-PSL. Problem jednak w tym, że przy podziale unijnych funduszy i pieniędzy z tzw. kontraktu wojewódzkiego marszałek Adam Struzik przez wiele lat faworyzował teren kosztem Warszawy. Wychodził z założenia, że stolica jest i tak bogata, więc sobie poradzi. Tymczasem wyborcy PO to głównie mieszkańcy stolicy i okolic. Teraz na radnych Platformy spoczywa obowiązek zadbania o interesy całej aglomeracji warszawskiej i przywrócenie zwichniętych proporcji.
Włodzimierz Pawłowski

Kto wygrał wybory do warszawskich rad dzielnic

Gazeta Wyborcza; domi, fus, osa; 2006-11-14, ostatnia aktualizacja 2006-11-13 23:24

Platforma odrobiła straty sprzed czterech lat i uzyskała najlepsze wyniki w wyborach do dzielnic. Jednak jej sukces nie jest tak spektakularny jak w Radzie Warszawy. PiS nie straciło zbyt wielu radnych, a w niektórych dzielnicach nawet zyskało mandaty

Lokalni samorządowcy nie chcieli czekać na oficjalne wyniki wyborów i sami wzięli się za liczenie głosów. Z ich danych wynika, że w dzielnicach możliwe są różne koalicje. W dziesięciu wygrała Platforma, w pięciu zremisowała z PiS, które tradycyjnie może się pochwalić zwycięstwami na Pradze Północ i w Wawrze. W Ursusie przewagę ma lokalny komitet związany z prawicą.

Klęska LPR, straty centrolewicy

W Wawrze, Ursusie, Rembertowie, we Włochach i w Wilanowie PiS nawet przybyło mandatów. Sukces odniosło też w Wesołej, gdzie dotąd nie miało radnych. Teraz wprowadziło ich dzięki blokowi z lokalnym komitetem. W wielu innych dzielnicach PiS straciło tylko pojedyncze mandaty. Uratowało się dzięki przyciągnięciu wyborców LPR, która nie ma w dzielnicach ani jednego radnego. Wyjątkiem jest Ursynów - tu partia Kaczyńskiego ma o połowę mniej mandatów w porównaniu z 2002 r.

Na Ursynowie Platforma ma największą przewagę nad konkurencyjnymi komitetami. Spore sukcesy PO notuje we Włochach (aż czterokrotnie więcej mandatów niż w poprzedniej kadencji) oraz na Pradze Płd., Ochocie, Bielanach i Białołęce, gdzie potroiła stan posiadania. Dwukrotnie więcej mandatów ma zaś na Bemowie, Mokotowie, w Wilanowie, na Targówku, Pradze Płn., Woli i Żoliborzu.

Słabo w dzielnicach wypadła centrolewica. W większości - w tym w swoich matecznikach na Bemowie i Mokotowie - straciła połowę mandatów. Do rady Wesołej nie dostała się wcale.

Lokalni na peryferiach

Różnie powiodło się lokalnym komitetom. Im dalej od centrum, tym lepsze są ich notowania. W Ursusie triumfuje zasilone o jeden mandat Stowarzyszenie Obywatelskie Henryka Linowskiego, byłego działacza ZChN i wieloletniego burmistrza dzielnicy. Do rady Bemowa wszedł jego dotychczasowy burmistrz Włodzimierz Całka z listy Porozumienie Nasze Miasto - ok. 1200 głosów. Ok. 1500 osób zagłosowało na jego konkurenta z PO Jarosława Dąbrowskiego. W zeszłym tygodniu działacz Platformy oskarżał Całkę o rozpowszechnianie szkalującej go ulotki. Drugą siłą na Ursynowie jest nowe lokalne ugrupowanie Nasz Ursynów. Dwa głosy w radzie Białołęki straciła Gospodarność jej wieloletniego burmistrza Jerzego Smoczyńskiego. Radnym został tu też wystawiony przez PO Piotr Jerzy Smoczyński. Do Aleksandra Oleśniewicza, założyciela komitetu Apolityczni Żoliborzanie, dołączył znany architekt Baltazar Brukalski (dawniej Unia Wolności).

Stan posiadania podwoiła Praska Wspólnota Samorządowa. Z tego komitetu do rady Pragi Północ weszła żona byłego burmistrza tej dzielnicy i była szefowa PiS na Targówku Edyta Sosnowska. Polityk stracił posadę, po tym jak "Gazeta" ujawniła, że pomógł żonie załatwić mieszkanie komunalne. Edyta Sosnowska rozstała się z partią braci Kaczyńskich. Dostała zaledwie 218 głosów, ale to wystarczyło. Do rady dzielnicy Białołęki nie dostał się za to jej teść Stefan Sosnowski. W zeszłym tygodniu ujawniliśmy, że PiS wystawiło go w wyborach, choć lekceważy wyroki sądów. Poparło go tylko 130 osób, więc najpewniej będzie musiał się pożegnać z samorządem.

Onet.pl: Marcinkiewicz i Gronkiewicz-Waltz będą walczyć o głosy Borowskiego


Aby rozstrzygnąć wyścig o fotel w warszawskim ratuszu potrzebna będzie II tura. Zarówno kandydat PiS Kazimierz Marcinkiewicz, jak i kandydatka PO Hanna Gronkiewicz-Waltz, chcą przejąć głosy popieranego przez Lewicę i Demokratów Marka Borowskiego.
Marek Borowski uzależnia udzielenie poparcia w drugiej turze kandydatce PO na fotel w stołecznym ratuszu Hannie Gronkiewicz-Waltz od "politycznego porozumienia centrolewicy z PO".

"Generalny cel centrolewicy i mój to przede wszystkim odsunąć od władzy - tam, gdzie to możliwe - PiS, Samoobronę i LPR. Uważamy, że to koalicja szkodliwa dla Polski. Jeśli PO będzie chciała się przyłączyć do tego, to dobrze, to ułatwi nam rozmowy" - powiedział Borowski. Pytany, czy w drugiej turze udzieli poparcia Gronkiewicz-Waltz, powiedział: "Jeśli warunki rozmowy doprowadziłyby do takiego porozumienia, które ja i liderzy centrolewicy uznalibyśmy za porozumienie polityczne, to wtedy oczywiście tak".

Borowski wykluczył, by w zamian za poparcie kandydatki Platformy oczekiwał stanowiska wiceprezydenta miasta.

W wyborach na prezydenta Warszawy, przy uwzględnieniu wyników z 61,38 proc. protokołów, prowadzi Marcinkiewicz z wynikiem 38,44 proc., przed Gronkiewicz-Waltz - 34,19 proc. - podała po godz. 11.00 Państwowa Komisja Wyborcza. Według sondażowych niedzielnych wyników trzecie miejsce zajął Borowski uzyskując - według sondażu PBS-DGA - 22,4 proc. a według GfK Polonia - 20,4 proc.

Marcinkiewicz ocenił w rozmowie z dziennikarzami, że "jest możliwość utworzenia wielkiej koalicji na rzecz rozwoju Warszawy". Jak dodał, "to wielka szansa i chce ją Warszawie zaproponować". Zadeklarował, że "jest w stanie porozumieć się właściwie ze wszystkimi".

"Chcę wszystkim zaproponować współpracę, bo mam co do zaproponowania" - podkreślił. Zapewnił, że jego współpraca w stolicy ze zdominowaną przez PO radą miasta będzie układać się dobrze.

Kandydat PiS pytany, czy nie obawia się że wyborcy Marka Borowskiego, który zajął trzecie miejsce w wyborach na prezydenta stolicy, będą w II turze głosować na Gronkiewicz-Waltz powiedział, że trudno sobie wyobrazić, by "wyborcy socjalni mieliby oddać głos na kandydata liberalnego".

Podkreślił, że w jego programie znajduje się wiele spraw "związanych z edukacją, służbą zdrowia, sprawami społecznymi, socjalnymi". "To dobra odpowiedź na oczekiwania takich wyborców" - ocenił. Podkreślił, że w niedzielę zakończyły się wybory "stricte partyjne", a druga tura to będzie "wybór personalny".

Kandydatka PO na fotel w stołecznym ratuszu zapowiedziała, że przed II turą zamierza podkreślać elementy, które łączą jej program z pomysłami kandydata Lewicy i Demokratów. W tym kontekście wymieniła m.in. sprawy edukacji.

Wiceszefowa PO deklaruje, że będzie walczyć o każdy głos zarówno wyborców Borowskiego, jak i tych, którzy zostali w domu. Zdaniem Gronkiewicz-Waltz, PiS osiągnęło słaby wynik w wyborach samorządowych, a jest to - argumentowała - wynik "odgórnego, ostrego sposobu rządzenia PiS".

Według sondażu PBS-DGA, przeprowadzonego w niedzielę dla TVN 24, w drugiej turze Gronkiewicz-Waltz może liczyć na 46,5 proc. głosów, a Marcinkiewicz - na 43 proc. Pozostałe 10,5 proc. ankietowanych nie wie jeszcze, na kogo zagłosuje.



Jak wybieralismy prezydenta Warszawy i radnych

Gazeta Wyborcza; Karolina Kowalska, Krzysztof Śmietana, Agnieszka Pochrzęst; 2006-11-12, ostatnia aktualizacja 2006-11-12 23:02

Warszawiacy czekali na głosowanie w wijęcych się kolejkach. W trzech komisjach było wyjątkowo tłoczno - kandydaci do ratusza przyciągnęli tłumy fotoreporterów.

Marcinkiewicz z synami

- Czego oni ode mnie chcą? - dziwiła się pani Anna, gdy kilkudziesięciu reporterów zaczęło jej robić zdjęcia. - Nic. Próbują flesze. Zaraz tu będzie Marcinkiewicz - odpowiedział jej mąż.

Tak tłoczno było przed południem tłoczno w śródmiejskiej podstawówce przy ul. ks. Skorupki. W jednej z dwóch ulokowanych tu komisji o godz. 12.05 głosował Kazimierz Marcinkiewicz. A z nim jego dwaj synowie. Wszyscy są zameldowani przy ul. Wilczej.

Kandydat PiS na prezydenta Warszawy był stremowany. Zgodnie z życzeniem fotoreporterów cztery karty głosowania rzucał po jednej. Urnę zablokował na prawie minutę.

Zapytaliśmy 12 osób, na kogo oddały swój głos. Połowa, wśród nich emerytka pani Hanna, wybrała Marcinkiewicza. - No, przecież baba nie może rządzić Warszawą - tak uzasadniła swój wybór.

Starszy pan, który przyszedł zagłosować na PiS z żoną, nie krył, że nie ma idealnego kandydata. - Wybrałem mniejsze zło - wyznał. - Nie mów tak! - strofowała go żona. - Przecież Kazimierz najbardziej nadaje się do rządzenia. Jest przystojny, był premierem, na pewno zna się na sprawach budowlanych.

Pięć osób postawiło na Hannę Gronkiewicz-Waltz. - Tylko kobiety powinny rządzić Polską. W końcu byłby porządek - przyznał straszy pan w berecie. - Ona się już dała poznać z dobrej strony.

Jedna osoba na fotelu prezydenckim stolicy widziałaby Marka Borowskiego. - On jest z Warszawy - podkreśliła kobieta.

A na kogo głosował Kazimierz Marcinkiewicz? - Chyba nikt nie ma wątpliwości - odparł uśmiechnięty.

Gronkiewicz-Waltz może liczyć na swoich

Sąsiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz postanowili głosować właśnie na nią. - Ale tu nie chodzi lokalny patriotyzm - zapewniali.

W Międzylesiu, gdzie mieszka kandydatka PO do ratusza, stoją głównie domy jednorodzinne - od małych parterowych po ogromne wille z wieżyczkami. Jest też kilka pojedynczych bloków. Tak jak zwykle okoliczni mieszkańcy mogli głosować w szkole przy ul. Pożaryskiego. Pierwszy z nich pojawił się w niej już o godz. 6.02.

Gdy ok. godz. 12.30 w lokalu wyborczym pojawiła się Hanna Gronkiewicz Waltz, zwykli mieszkańcy przez kilka minut w ogóle nie mogli dopchać się do urny. - Po co robić tyle zamieszania? Tu chyba uprawiają jakąś agitację - komentowała starsza kobieta na widok tłumu fotoreporterów.

Wśród sąsiadów Hanna Gronkiewicz-Waltz miała jednak duże poparcie. - Głosowałam na naszą sąsiadkę. Wierzę, że może ona przysłużyć się jakoś miastu. Powinna być skuteczna - powiedziała nam Helena Dominikowska. Inni liczą zaś, że Hanna Gronkiewicz Waltz wpłynie na rozwiązanie ich lokalnych problemów. Kandydatka PO tuż po wyjściu z punktu wyborczego rozmawiała z jedną z mieszkanek o kanalizacji, której sieć na terenie Wawra jest wciąż rzadka. Inni poparli ją ze względu na swoje przekonania. - W głosowaniu postąpiłem jak lokalny patriota, ale tu nie o to chodziło. Stawiam na liberalnych polityków - stwierdził student Rafał. Zapytaliśmy w sumie dziesięć osób wychodzących punktu wyborczego w szkole Międzylesiu, jak głosowali. Siedmioro z nich wybrało swoją sąsiadkę. Dwóch postawiło na Kazimierza Marcinkiewicza, a jeden na Marka Borowskiego.
- Pani Gronkiewicz może jest sympatyczna, ale postawiłem na byłego premiera. To jest chyba lepsze dla Warszawy, gdy jej prezydent i szef rządu są z jednej partii. Dostaniemy więcej pieniędzy z Unii - przekonywał Roman Kaliński, emeryt.

Sąsiedzi Borowskiemu wbrew

W przedszkolu na ul. Przy Bernardyńskiej Wodzie na Sadybie głosowali Marek Borowski z żoną Haliną. Przed godz. 10 byli jednymi z nielicznych wyborców. Kiedy fotoreporterzy odstąpili w końcu od kandydata centrolewicy do ratusza, zaczepiła go Lucyna Bogdanowicz. Widziała go z okien swojego bloku przy Korczyńskiej i w cienkiej kurtce wybiegła na zewnątrz. - Mam nadzieję, że pana wybiorą! - powiedziała. Zanim Marek Borowski doszedł do domu, uścisnął rękę wielu sąsiadom i sympatykom.

Jednak większość i starszych, i młodszych sadybian, których spotkaliśmy rano, twierdziła, że Borowski nie jest ich kandydatem. - Wiem, że tu mieszka, i kilka razy widziałem go na osiedlu, ale kontakt z nim jest raczej telewizyjny. Szanuję go jako człowieka, ale zagłosuję na kogo innego - mówił pan po pięćdziesiątce. 30-latka spacerująca z psem podobnie jak większość jej znajomych wybrała PO. A starsza pani obruszyła się na dźwięk nazwiska Borowskiego. - On? Moim kandydatem? Skądże znowu! Ja jestem wyborcą jeszcze przedwojennym. I od 77 lat czekam na ten obiecywany przez nich dobrobyt - denerwowała się.

Bezradny warszawiak głosuje na sejmik - poradnik wyborczy

Gazeta Wyborcza; Włodek Pawłowski; 2006-11-09, ostatnia aktualizacja 2006-11-09 00:45 

Większość unijnych funduszy i dotacji dzielić będą radni Mazowsza. Dlatego tak ważne jest, kogo wybierzemy do sejmiku Mazowsza. Oprócz trzech różnokolorowych kart do głosowania każdy z wyborców dostanie także niewielką niebieską książeczkę zawierającą nazwiska kandydatów do sejmiku województwa mazowieckiego. Zdecydowana większość z nich będzie nam zupełnie nieznana, przed postawieniem krzyżyka przy wybranym nazwisku warto się zastanowić.

Sejmik pod napięciem

Obecne Mazowsze to twór nowy i ogromny. Jego samorząd to dla warszawiaków ciało trochę obce. Stolica żyje życiem własnym, nie bardzo przejmując się tym, co dzieje się w terenie. Z kolei teren przekonany jest, że stolica spija wszystko co najlepsze i bardzo niechętnie pochyla się nad problemami zdecydowanie biedniejszej prowincji.

To napięcie między Warszawą a resztą Mazowsza widoczne jest w sejmiku województwa od początku. Tymczasem to stolica z pierścieniem otaczających ją powiatów jest w stanie nadać ton samorządowi województwa. Na 51 radnych wojewódzkich w Warszawie i okręgu podwarszawskim wybranych zostanie 26. Czyli większość, która jest w stanie należycie zadbać o interesy aglomeracji.

Kasa jak marzenie

Jeszcze kilka lat temu roczny budżet Mazowsza nie przekraczał 400 mln zł. Obecnie jest to prawie 3 mld zł. Ważne, jak wydawane będą te pieniądze. Ale jeszcze ważniejsze, jak dzielone będą unijne fundusze i dotacje. Ponieważ to właśnie samorząd województwa opiniuje i wybiera te wnioski, które otrzymają pomoc z Brukseli.

Co roku ma też do dyspozycji ok. 200 mln zł z budżetu państwa, które zasilają inwestycje ujęte w tzw. kontrakcie wojewódzkim. Bywały lata, kiedy warszawskie metro dostawało z tej puli znaczne kwoty. Ale były też takie, kiedy wypadało z rozdzielnika, bo zdaniem władz Mazowsza potrzeby w terenie były pilniejsze.

Uwaga na bloki

Czeka nas starcie dwóch dużych bloków partyjnych: z jednej strony PiS, LPR i Samoobrona, z drugiej PO, PSL, Wspólnota Samorządowa oraz Krajowa Partia Emerytów i Rencistów.

Blokowanie list może dać PiS dwa-trzy mandaty więcej, ale nie gwarantuje przechwycenia władzy na Mazowszu. Warszawa jest stabilna w swoich sympatiach politycznych. Tu PiS i PO przypadnie większość mandatów. W podziale uczestniczyć może jeszcze tylko centrolewica. Z kolei w terenie oprócz dwóch partii wiodących punktować będą także PSL i Samoobrona, po kilka mandatów zdobyć mogą też LPR i Wspólnota Samorządowa.

Co po egzotyce?

W minionej kadencji Mazowszem rządziła nieco egzotyczna koalicja PSL-PiS-LPR-PO. Był to efekt w miarę równomiernego rozkładu sił w sejmiku. Najliczniejszą reprezentację posiadał SLD (14 radnych), ale lewica od początku była w opozycji. Każdy z koalicjantów miał po kilku swoich radnych - ośmiu PiS, pięciu PO. Żaden nie miał pozycji dominującej. Ten układ wzmacniał pozycję marszałka. Adam Struzik mógł bez przeszkód faworyzować inwestycje w terenie. Przy każdym podziale pieniędzy dbał o to, by bogatej Warszawie nie przypadło zbyt wiele.

W ostatnim roku funkcjonowania samorządu finansowe prosperity tak zaskoczyło rządzących Mazowszem, że nie potrafili wydać posiadanych pieniędzy. Zaczęło się powszechne rozdawnictwo - miliony szły na drogi gminne i powiatowe, których utrzymanie nie należy przecież do zadań województwa, ale także na Świątynię Opatrzności Bożej oraz Ochotnicze Straże Pożarne.

Co nas czeka? Powtórka z egzotyki jest mało prawdopodobna. Jeśli przedwyborcze blokowanie list będzie miało swoje konsekwencje i po wyborach, rządy na Mazowszu przejmie albo koalicja PiS-Samoobrona-LPR, albo PO-PSL. Według obecnych sondaży nieco bardziej prawdopodobna jest ta druga.

Siedem w jednym

Mieszkańcy Mazowsza wybierać będą swoich 51 radnych wojewódzkich w siedmiu okręgach wyborczych. Warszawa podzielona została na trzy okręgi: północny z sześcioma mandatami (Bemowo, Bielany, Ursus, Włochy, Ochota, Wola, Żoliborz), południowy z pięcioma mandatami (Śródmieście, Mokotów, Wilanów, Ursynów) oraz praski, gdzie do zdobycia jest sześć mandatów (obie Pragi, Białołęka, Wesoła, Wawer, Rembertów, Targówek).

W okręgu radomskim wybranych zostanie siedmiu radnych, po dziewięciu zaś w okręgach podwarszawskim, płocko-ciechanowskim i siedlecko-ostrołęckim.


Bezradny warszawiak wybiera radnych

Gazeta Wyborcza; Iwona Szpala; 2006-11-07, ostatnia aktualizacja 2006-11-07 22:52

Prócz prezydenta w niedzielę wybierzemy też nowych radnych Warszawy i jej 18 dzielnic. Jak znaleźć właściwego kandydata? Co tak naprawdę będzie od rady zależało?

 Rada Warszawy decyduje o sztandarowych inwestycjach i podziale wielomiliardowego budżetu. Co prawda straciła nieco na znaczeniu, bo od 2002 r. nie wybiera już prezydenta, ale wciąż jest miejscem prestiżowym. Od układu sił w radzie zależy sukces rządów prezydenta miasta.

Lech Kaczyński miał za sobą doskonale zorganizowany klub radnych PiS, który mógł przeprowadzić przez sesję praktycznie każdą uchwałę.

Postaw "x" na białej karcie

W niedzielę o 60 mandatów w Radzie Warszawy będzie zabiegać 978 kandydatów. Startują w dziesięciu okręgach z 11, 12 lub 13 list (zależy to od okręgu) reprezentujących zarówno partie polityczne, jak i lokalne komitety wyborcze.

Ich nazwiska znajdziemy na białej karcie pokaźnego formatu A2.

Głosujemy tak jak w wyborach parlamentarnych, stawiając znak "x" przy wybranym nazwisku - w ten sposób oddajemy głos na konkretną osobę, ale i listę, z której startuje.

Szansa dla największych

Z wyborem radnego miasta możemy mieć w tym roku spory problem. Kandydaci w tej kampanii wyjątkowo słabo zabiegają o głosy. Na ulicach wiszą przede wszystkim billboardy polityków startujących w wyborach prezydenckich.

Wygląda na to, że najbliższa niedziela będzie więc rozgrywką między konkurującymi na dużej scenie politycznej partiami.

Wybierając, trzeba pamiętać, że PiS przez cztery lata swoich stołecznych rządów koncentrował się na tropieniu afer i polityce historycznej. Zaś PO (wielu jej działaczy należało wcześniej do UW) w koalicji z SLD, do których należała kadencja 1998-2002, postawiły na duże inwestycje. Jej sukcesy przyćmiły jednak liczne afery. Dlatego rządy koalicji SLD-PO przeszły do historii jako tzw. układ warszawski.

Główne partie polityczne wystawiają dużo nowych nazwisk. SLD w tych wyborach idzie razem z SdPl, PD i UP - zapewne dla odnowienia wizerunku z ich list zniknęli dawni liderzy, z których większość zaczynała kariery w PZPR.

Nowych ludzi proponuje także Platforma Obywatelska. Poprzedni klub w Radzie Warszawy praktycznie przestał istnieć po ujawnieniu tzw. afery mostowej i kolejnych konfliktach w szeregach partii, które zakończyły się oddaniem władzy w warszawskiej PO Hannie Gronkiewicz-Waltz.

PiS odnowił listy, bo najbardziej zaufani działacze odeszli do rządu, Pałacu Prezydenckiego bądź zostali posłami.

Jak szukać tego jedynego

Listę wszystkich kandydatów można znaleźć na stronie PKW pod adresem: wybory2006.pkw.gov.pl. Warto przyjrzeć się jej przed wyborami, spróbować odszukać nazwisko osoby, która już czymś się dla miasta zasłużyła lub dotarła do nas ze swoim programem.

W niedzielę nie będzie na to czasu. I jeśli nazwiska kandydatów nic nam nie powiedzą, pozostanie wybór przypadkowej osoby z listy partii lub komitetu, które chcemy poprzeć.

Pamiętajmy, że w wyborach do Rady Warszawy obowiązują 5-proc. progi wyborcze. Sondaże przynoszą złe wieści dla średnich partii i małych komitetów. Mówią, że szanse na przekroczenie progu mają tylko ci najwięksi: PO, PiS i centrolewica (SLD, SdPl, UP, PD).

Do Rady Warszawy startują też kandydaci z bloku LPR-Samoobrona-Nasza Warszawa i Mazowsze-UPR. Według ordynacji samorządowej taki blok musi uzyskać co najmniej 10-proc. poparcie. Żeby wprowadzić swoją reprezentację do rady, udziałowiec bloku musi przekroczyć jednak 5-proc. próg wyborczy. W tym wypadku wydaje się to mało prawdopodobne.

Lokalne środowiska z szansami

W niedzielę wybierzemy też nowych radnych dzielnic. Ich nazwiska znajdą się na żółtej karcie do głosowania formatu A2 lub A3. Tu też wybieramy, stawiając "x" przy wybranym nazwisku.

Gdy w Radzie Warszawy dominuje polityka, rady dzielnic powinny zajmować się sprawami czysto lokalnymi: przedszkolami, lokalnymi ulicami, skwerami.

Poza kandydatami z dużych partii szanse mają też ci z mniejszych ugrupowań i komitetów wyborców. Bywa, że tworzą je ludzie znani po sąsiedzku, popularni wśród lokalnej społeczności, dlatego mimo braku partyjnego szyldu mogą wraz ze swoim ugrupowaniem przekroczyć 5-proc. próg wyborczy.

Co prawda pod rządami Lecha Kaczyńskiego rady dzielnic nie miały zbyt wiele do powiedzenia, ale teraz wedle deklaracji zabiegających o głosy partii politycznych władze dzielnic mają rozkwitnąć na nowo. Zbliżająca się kadencja ma być też lepsza dla burmistrzów. Zmarginalizowani przez PiS mają odzyskać wpływ na życie lokalnych społeczności.

Tekst ze strony: Samorząd 27.01.2006

Warszawa wybierze jesienią

Nie będzie przedterminowych wyborów w Warszawie - zdecydował w czwartek Sejm przyjmując poprawki Senatu do ustawy samorządowej i samorządowej ordynacji wyborczej.

Poprawki Senatu zakładają, że rada gminy mogłaby podjąć uchwałę o nie przeprowadzaniu przedterminowych wyborów wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, jeśli ich data przypada w okresie dłuższym niż 6, a krótszym niż 12 miesięcy przed zakończeniem kadencji. Za tą poprawką zagłosowało 240 posłów, 198 było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu.

Zgodnie z drugą z poprawek nowelizacja wejdzie w życie z dniem ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, a więc już w tej kadencji samorządu. Tę poprawkę poparło 241 posłów, 198 było przeciw, jeden wstrzymał się od głosu.

Zgodnie z nowelizacją przyjętą przez Sejm w grudniu, wprowadzanie zarządu komisarycznego w gminach w sytuacji, gdy do końca kadencji wójta, burmistrza czy prezydenta miasta pozostaje mniej niż 12 miesięcy, możliwe byłoby dopiero od następnej kadencji samorządów.

Sondy: wyraź swoją opinię

__________________________________________________________________

Poprzednie wybory

Komitety zarejstrowane

Artykuł: Powiatowa miernota za światowe pieniądze


^ Na górę

PiS szykuje się do walki w wyborach samorządowych

Dominika Dziobkowska 13-03-2006 , ostatnia aktualizacja 13-03-2006 00:18

Partia braci Kaczyńskich chce dalej rządzić Warszawą. PiS zamierza powtórzyć sukces z 2002 r. i wygrać warszawskie wybory hasłem walki ze starymi skompromitowanymi układami


Partia braci Kaczyńskich chce dalej rządzić Warszawą

Blisko 200 delegatów zjechało na sobotni zjazd warszawskiego PiS. Do walki o głosy warszawiaków podczas jesiennych wyborów samorządowych zagrzewał lider partii Jarosław Kaczyński oraz byli szefowie warszawskich struktur: Ludwik Dorn, szef MSWiA, i Mariusz Kamiński, przyszły szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Małe poparcie w Warszawie

Partia braci Kaczyńskich w stolicy ma ok. 1 tys. członków, znacznie mniej niż PO i SLD. Jednak gra tu pierwszorzędną rolę: rządzi miastem od zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego w wyborach samorządowych w 2002 r, który obiecał, że rozprawi się z lokalnymi koteriami i stworzy uczciwy ratusz.

- Nasi wrogowie mieli nadzieję, że polityków partii rządzącej Warszawą da się przyłapać na nadużywaniu władzy i skandalach. Nie doczekali się - przekonywał Mariusz Kamiński.

Liderzy PiS nie ukrywają, że chcą władzy w Warszawie. Wiedzą, że to trudne. W jesiennych wyborach parlamentarnych i prezydenckich PiS miało gorszy wynik od PO. W przeciwieństwie do Platformy (kandydatem na prezydenta Warszawy jest Hanna Gronkiewicz-Waltz) partia braci Kaczyńskich wciąż nie ma kandydata na prezydenta miasta. Poznamy go w ciągu miesiąca.

Kiedy lider Jarosław Kaczyński wszedł na podium, na sali zapanowała absolutna cisza. Płomienne przemówienie szefa partii delegaci przerywali często brawami.

- Wybory parlamentarne i prezydenckie nie przyniosły nam sukcesu w Warszawie. Czy tak być musi? Dobry kandydat na prezydenta, dobrzy kandydaci na radnych, dobrze przepracowane miesiące, które dzielą nas od wyborów i wreszcie dobra kampania prezydencka - to jest szansa na to, żeby sytuację w stolicy odwrócić - mówił lider PiS.

Kładł nacisk na uczciwość władzy samorządowej. - Nie jesteśmy stowarzyszeniem świętych. Musimy walczyć z chorobą nieuczciwości w naszych własnych szeregach. Ta choroba już się niekiedy pojawia i może się pojawiać - ostrzegał Jarosław Kaczyński.

PiS znów walczy z układami

Podczas zjazdu liderzy PiS starali się stworzyć poczucie zagrożenia światem zdeprawowanych polityków. Powtarzali, że do Warszawy wraca stary układ. Wskazywali na rosnące wpływy Pawła Piskorskiego, byłego prezydenta Warszawy i patrona skompromitowanego aferami "układu warszawskiego", czyli samorządowej koalicji SLD-PO (wcześniej SLD-UW) rządzącej miastem do 2002 r. Piskorski nie ma stanowisk w kierownictwie warszawskiej PO, ale do władz w partii wrócili jego najbliżsi współpracownicy.

- Warszawa bardziej niż inne polskie miasta potrzebuje władzy uczciwej. A taką władzę może zapewnić tylko PiS. Nasz sukces to złamanie korupcyjnego układu, który tutaj rządził. Ten układ wraca! Pokonać ten układ i ostatecznie wyeliminować go z życia publicznego to jest wasz święty obowiązek! - apelował Jarosław Kaczyński.

Politycy PiS konsekwentnie starają się obniżyć notowania Hanny Gronkiewicz-Waltz.

- My nie będziemy organizować konferencji prasowych w hospicjach. Warszawa już miała układy mostowe, teraz ma TBS-owe. Ale o to trzeba zapytać Hannę Gronkiewicz-Waltz [w lutym "Gazeta" ujawniła, że w jednym z warszawskich TBS-ów mieszkania budowane dla niezamożnych podzieliła między siebie elita PO] - grzmiał Wojciech Dąbrowski, burmistrz warszawskiego Żoliborza i jedyny kandydat na szefa warszawskiego PiS.

To właśnie on rządził warszawskim PiS od rezygnacji Kamińskiego. W sobotę był jedynym kandydatem i delegaci wybrali go na szefa stołecznego PiS (stosunkiem głosów 176 - za, 7 - przeciw).

Kandydaturę Dąbrowskiego namaścił Jarosław Kaczyński. - Mój cel to zwycięstwo PiS w jesiennych wyborach samorządowych - mówi nowy lider warszawskiego PiS.

- To człowiek bezkonfliktowy, ale jest niesamodzielnym politykiem. We wszystkim słucha byłego posła Bartłomieja Szrajbera i Jarosława Kaczyńskiego. Będzie z niego malowany lider - kwitują wybór Dąbrowskiego żoliborscy samorządowcy.

Nowy szef warszawskiego PiS ma 33 lata. Jest absolwentem żoliborskiego liceum im. Limanowskiego i prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach zajmował się poradnictwem prawnym, pracował w agencji pośrednictwa handlu nieruchomościami. Był też doradcą finansowym w banku PKO SA.

Karierę w samorządzie zaczął w 2002 r. Wtedy został szefem rady Żoliborza z ramienia PiS. W zeszłorocznych wyborach parlamentarnych i prezydenckich odpowiadał za kampanię PiS w Warszawie. W obu przypadkach partia braci Kaczyńskich przegrała w stolicy z Platformą Obywatelską.
  Podyskutuj na forum
Albo tu :
^ Na górę

Rozmowa ze Stefanią Grodzieńską

Rozmawiała Beata Kęczkowska 09-04-2006 , ostatnia aktualizacja 09-04-2006 23:10

Beata Kęczkowska: Chyba Pani żałuje, że tam Pani nie było?

Stefania Grodzieńska: Trochę. A pan Saavedra Cervantes, autor "Don Kichota", czytając w zaświatach sobotnią "Gazetę", jak nic tańczy flamenco: licealiści ze szkoły jego imienia okazali się godnymi naśladowcami jego bohatera i obywatelami całą gębą. Ta młodzież doprowadziła do wcześniej zabronionej debaty: "Ile nam wolno pomyśleć, ile nam wolno powiedzieć?" i zdobyła się na wyrażanie swojego zdania, a raczej swoich zdań, bo mieli różne.

"To brak tolerancji wobec nas, dla których wartością jest dziesięć przykazań. Takie organizacje jak wasze są antydemokratyczne" - mówił pan poseł do obrończyń postawy licealistów. A ja dotąd myślałam tak: kto, jeśli nie poseł, rozumie, że tolerancja i demokracja są wtedy, kiedy jeden uznaje dziesięć przykazań, inny antykoncepcję, a trzeci jedno z drugim do kupy.

"Reprezentujecie mniejszość i staracie się większości narzucić zdanie"- kontynuował mówca. A ja dotąd myślałam tak: kto, jeśli nie poseł, szanuje przykłady pozytywnego wpływu odważnej mniejszości na losy świata.

Kolega pana posła, też pan poseł, mówił zaś: "Jeśli Ponton [organizacja opowiadająca w szkołach o dojrzewaniu i antykoncepcji] wpłynie do którejś ze szkół W Bielsku-Białej"...

Stamtąd pochodzi kolega pana posła, też pan poseł.

-"...to ja doprowadzę do zwolnienia dyrektora tej szkoły". A ja dotąd myślałam tak: kto, jeśli nie poseł, rozumie, że zadaniem posła jest tworzenie ustaw, a nie zwalnianie dyrektorów szkół w Bielsku-Białej.

Jaki z tego wszystkiego morał?

- Cel debaty został osiągnięty: uczniowie dowiedzieli się, ile im wolno pomyśleć, ile im wolno powiedzieć. I wygląda, że zamierzają zmienić ten stan rzeczy. Żałuję, że nie mam jeszcze prawnuków. Wiem, do której szkoły należałoby je posłać.

^ Na górę


Strona utworzona: 31 stycznia  2006;  Właściciel strony: Anna Maria;  

Inne moje strony: zawodowa  "A.M.D. Ubezpieczenia"; prywatne  "Kwiaty na balkonach" ; "Miłe miejsca spacerowe".