menu
log Strona główna Obywatelska Akty prawne Marzeń Zdjęcia Wiersze Inne strony Księga Gości
Kontakt    

Ciekawe informacje z miasta


<<Powrót Strona mojej dzielnicy - "Moje Włochy"
Plany zmian na warszawskich placach
Plany rewitalizacji Placu Teatralnego
Plany przebudowy placu Trzech Krzyży
Plany przebudowy placu Grzybowskiego
Plany przebudowy placu Konstytucji
Park nad dziką Wisłą

Przystanek Warszawa

Może skomentujesz? tu FORUM  
zapisuję tu te piękne plany, żeby nie zapomnieć... i zapytać za jakiś czas co z realizacją ;-)
"Newsy" kliknij, żeby rozwinąć tekst:

  1. Koneser ożyje latem
  2. Kres korków w Jankach i trasa przez Chomiczówkę
  3. Wielki blamaż na Rok Chopinowski 2010
  4. Ochronić widoki na zabytki
  5. Ze strony ZDM: Schody ruszyły
  6. Ze strony ZDM:Pastorały w Alejach
  7. Stolica wisi na jednym lotnisku
  8. A w Warszawie można.... :-(
  9. Statut Warszawy gotowy w październiku
  10. Gigantyczne domy powstaną przy Grzybowskiej
  11. Przez wakacje tramwaje nie pojadą mostem Poniatowskiego!
  12. Punkty zbierania "elektrośmieci"
  13. Zakusy zabudowy skarpy warszawskiej
  14. Dwie wille na Mokotowie zmieniły się w gruz
  15. Port Czerniakowski posprzątany
  16. Kilofy uderzają w warszawskie Stare Bielany
  17. Sikorka i zimny prysznic powstrzymały drwali
  18. "Rytm" znów w Parku Skaryszewskim
  19. Jeśli nie mamy centrum - stwórzmy je
  20. Radni w obronie alei Armii Ludowej
  21. 11-piętrowiec wypełni dziurę na Marszałkowskiej
  22. Korzystne dla Pani Gronkiewicz-Waltz orzeczenie Trybunału
  23. Dlaczego znikają kina Max Filmu
  24. Przywrócić nazwę "Stołeczna"
  25. Pałacyk Michla, Żytnia, Wola...
  26. Samorządy finalizują przejęcie WKD
        Archiwum wiadomości >
        między innymi:
  1. Nowe mieszkania przy Prostej
  2. Bemowo upomina się o dłuższy tunel
  3. Niepokojące widoki centrum ze Złotych Tarasów
  4. 100 klimatyzowanych autobusów sprowadzą do Warszawy dwaj ajenci
  5. Pałac Kultury i Nauki jest już zabytkiem
  6. Centrum Woli na Chłodnej
  7. Pole Mokotowskie jak Central Park
  8. Wielki remont w parku Dreszera
  9. Inwestor chce burzyć domy na Foksal
  10. Budżet miasta urósł
  11. Schody Canaletta odkopane na Krakowskim Przedmieściu
  12. Warszawskie projekty będą dotowane przez Unię Europejską
  13. Wspólny bilet także w pociągach WKD
  14. Hotel Europejski ma stać się luksusowym obiektem
  15. Wracają schody na Gnojną Górę
  16. Metro dojeżdża już do Marymontu
  17. Samolotem z Modlina za dwa lata
  18. Leszek Ruta będzie zarządzał stołeczną komunikacją
  19. Salonowa Saska Kępa
  20. Mało okazji do zabawy zimą w Warszawie
  21. Ptaki czekają na wolontariuszy
        Jeszcze wcześniejsze wiadomości

        I jeszcze wcześniejsze ;-)

Koneser ożyje latem

Agnieszka Kowalska; 2008-05-06, ostatnia aktualizacja 2008-05-07 10:53

To będzie jedyny tak duży kulturalny festiwal tego lata w Warszawie. W dawnej fabryce wódek Koneser na Pradze-Północ miasto i inwestor, który chce zbudować tu lofty, wspólnie organizują Lato Konesera.

Zobacz powiekszenie
Fot. Robert Kowalewski / AG

Impreza rozpocznie się 6 czerwca festiwalem teatru tańca Ciało Umysł, a zakończy w październiku cyklem koncertów jazzowych Olympus Jazz Nights. Organizatorzy postawili sobie ambitny cel, by przez te kilka miesięcy codziennie się coś w Koneserze działo. Już wiadomo, że od 30 czerwca każdego wieczoru będą darmowe seanse filmowe w plenerowym kinie (nowoczesny ekran zawiśnie na wielkim fabrycznym kominie, a widzowie będą siedzieli pod wiatami, żeby nie przerywać projekcji w razie deszczu). Wojciech Trzciński zorganizuje tu już w czerwcu Ogródek Letni Fabryki Trzciny - knajpkę, w której będą też odbywać się koncerty. W dużej przestrzeni Magazynu 1 swoje spektale - m.in. "Anioły w Ameryce" - pokazywać będzie teatr Krzysztofa Warlikowskiego (w pierwszej połowie lipca i w październiku). A we wrześniu, już tradycyjnie na terenie Konesera, odbędzie się festiwal Warszawska Jesień.

O sporą część atrakcji zadbali inwestorzy - BBI Development i spółka Juvenes - właściciele terenu Konesera, którzy w przyszłym roku rozpoczną tu budowę kompleksu mieszkaniowego: loftów, biur, sklepów i hotelu. - Zabytkowe budynki od strony ul. Ząbkowskiej są pod opieką konserwatora. Zamierzamy do 2012 r. pieczołowicie je odrestaurować, z zachowaniem ich unikalnego fabrycznego charakteru, i ulokować tu instytucje kulturalne: dwa teatry (Wytwórnię i nowy miejski teatr impresaryjny, który zbudujemy od podstaw), w starej kotłowni - klub jazzowy oraz galerie, które już na terenie Konesera działają: Luksferę, Galerię Klimy Bocheńskiej i Magazyn Praga - zapowiada Krzysztof Tyszkiewicz ze spółki Juvenes. - Nie nastawiamy się na czysty zysk, chcemy też inwestować w kulturę, żeby stworzyć tu miejsce żywe i atrakcyjne. Rodzaj miasta w mieście, w którym przyjemnie będzie się żyło - dodaje.

Letni festiwal ma być wizytówką przyszłych wspólnych działań Juvenesu i miasta na terenie Konesera. Inwestor uporządkuje teren, zadba o bezpieczeństwo widzów, zainstaluje sanitariaty. Betonowy chodnik zostanie pomalowany w kolorze ultramaryny i częściowo wyłożony sztuczną murawą. Staną tu stoliki do gry w szachy i warcaby, odbywać się będą potańcówki pod gołym niebem i zajęcia dla dzieci. - My na letnie miesiące udostępniamy to miejsce i cały czas czekamy na propozycje ciekawych kulturalnych działań - zapewnia Krzysztof Tyszkiewicz.

To tyle inwestor. Miasto też zaproponuje wybrane przez siebie wydarzenia, ale najpierw musi wyłonić je w drodze konkursu - taka jest procedura. - Konkurs ogłosimy 15 maja. Zachęcamy organizacje kulturalne i społeczne, żeby zgłaszały swoje projekty. Na Lato Konesera miasto przeznacza pół miliona złotych - zapowiada Marek Kraszewski, dyrektor miejskiego biura kultury.

W sprawie kulturalnych działań w Koneserze doradza miastu Joanna Warsza, szefowa Fundacji Laury Palmer, kuratorka m.in. słynnej akcji "Boniek!" na Stadionie Dziesięciolecia. Zaproponowała motyw przewodni konkursu - "W międzyczasie". - W Koneserze czuje się tę tymczasowość. Już zakończono tu produkcję, jeszcze nie zaczęła się budowa. Niektóre fabryczne budynki z ostatnich lat wkrótce zostaną zburzone. To więc ostatni moment i doskonała okazja, żeby zrealizować tu swoje śmiałe projekty artystyczne - mówi Joanna Warsza.



Kres korków w Jankach i trasa przez Chomiczówkę

Krzysztof Śmietana, Michał Wojtczuk; 2008-05-06, ostatnia aktualizacja 2008-05-07 08:34

Krok bliżej do budowy nowej wylotówki do Krakowa i Katowic, którą ominiemy wąskie gardła w Raszynie i Jankach. Jest też zgoda na budowę trasy ekspresowej przez Chomiczówkę i Łomianki na Gdańsk

Nowa wylotówka na Kraków i Katowice
Nowa wylotówka na Kraków i Katowice
Na nową drogę łączącą stolicę z południem Polski kierowcy czekają od wielu lat. Teraz stoją w ogromnych korkach w al. Krakowskiej w Raszynie. W Jankach zbiegają się bowiem dwie ruchliwe drogi nr 7 i 8, w dodatku w pobliżu ich skrzyżowania rozrosły się centra handlowe. Nowa, w pełni bezkolizyjna trasa ominie tę miejscowość od zachodu. Połączy Al. Jerozolimskie w pobliżu Ursusa z istniejącymi dwupasmówkami na Kraków i Katowice.

- To jedna z kluczowych inwestycji warszawskiego węzła drogowego - mówił wczoraj wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski, ogłaszając tzw. decyzję środowiskową. Określa ona, jak budować nową drogę, by zmniejszyć jej negatywny wpływ na przyrodę. To jeden z najważniejszych dokumentów niezbędnych do rozpoczęcia inwestycji. Drogowcy liczą, że do września wykupią brakujące grunty (teraz mają prawie połowę niezbędnych działek), we wrześniu dostaną pozwolenie na budowę, a przed końcem roku wybiorą wykonawcę robót. - Wycinkę drzew przed rozpoczynającym się w marcu sezonem lęgowym planujemy zimą przyszłego roku - mówi Wojciech Dąbrowski, szef Generalnej Dyrekcji Dróg na Mazowszu. Przejazd byłby gotowy wiosną 2012 r.

Spór o Magdalenkę

Decyzję środowiskową zamierza zaskarżyć komitet protestacyjny z Magdalenki, który nie chce, by na skrzyżowaniu trasy krakowskiej z ruchliwą drogą nr 721 z Piaseczna do Nadarzyna powstał duży bezkolizyjny węzeł. Wymusi to wyburzenie 14 domów. - Wśród 150-letnich sosen stanie betonowa estakada, wytną 3,5 hektara lasu! - alarmował Aleksander Mamak z rady sołectwa Magdalenka. Proponuje, by w zamian zbudowano węzeł oddalony o kilometr na północ - wtedy nowa droga 721 ominęłaby Magdalenkę od północy.

W tej sprawie protestujący spotkali się w poniedziałek z dyrektorem Dąbrowskim i wicewojewodą Dariuszem Piątkiem. Do porozumienia jednak nie doszło. - Wspólnie z wojewodą uważamy, że powinno powstać bezkolizyjne skrzyżowanie z istniejącą drogą nr 721 do Piaseczna - twierdzi szef generalnej dyrekcji dróg na Mazowszu.

- Analizowaliśmy wiele wariantów trasy. Nie istnieje taki, który nie naruszałby czyichś interesów - mówił wojewoda Kozłowski.

Protestujący zorganizowali wczoraj pikietę przed siedzibą wojewody. Nie wykluczają, że będą się odwoływać w sądzie. Jacek Kozłowski zapewniał, że nie opóźni to budowy.

Całość tekstu w GWS:

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Wielki blamaż na Rok Chopinowski 2010

Anna S. Dębowska; 2008-05-07, ostatnia aktualizacja 2008-05-07 08:38

Na światowe obchody dwusetnej rocznicy urodzin Fryderyka Chopina w 2010 r. szykuje się blamaż. Centrum Chopinowskie będzie w stanie surowym, a wystawa w Zamku Ostrogskich niegotowa.

Zobacz powiekszenie
fot. Grażyna Jaworska
Centrum Chopinowskie przy ul. Tamka będzie gotowe na Rok Chopinowski tylko w stanie surowym. Na zdjęciu - wykop, w tle Zamek Ostrogskich
1 marca 2010 r., w rocznicę urodzin Chopina, tysiące turystów i melomanów ściągnie do Warszawy. W Muzeum Chopina na Zamku Ostrogskich na Tamce mogą powitać ich tabliczki: "Kolejna okrągła rocznica już za sto lat. Wtedy zapraszamy!".

Już wiadomo, że nie zdążymy. Zabraknie czasu na przygotowanie stałej ekspozycji muzeum. Remont zamku skończy się na styk z rocznicą chopinowską. - Możemy mieć problem z urządzeniem całej ekspozycji przed 1 marca 2010 r. - przyznaje minister kultury Bogdan Zdrojewski (PO).

Marzenia o ekspozycji z dźwiękiem

Muzeum Fryderyka Chopina to kluczowa inwestycja związana z Rokiem Chopinowskim. Skromne muzeum ma się przekształcić w nowoczesną placówkę edukacyjną odpowiadającą światowym standardom. Tradycyjną wystawę zastąpi multimedialna ekspozycja, w której istotną rolę będzie odgrywać dźwięk. Na świecie niewiele jest tego typu muzeów.

Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, odpowiadający z ramienia Ministerstwa Kultury za organizację Roku Chopinowskiego, rozpoczyna remont generalny zamku z co najmniej rocznym opóźnieniem. Prace zakończą się dopiero w grudniu 2009 r.

- Nikt się nie zgodzi, aby remont odbywał się jednocześnie z urządzaniem wystawy. Trudno sobie wyobrazić robotników pracujących wśród bezcennych pamiątek po Chopinie. Doświadczeni muzealnicy twierdzą, że na realizację stałej wystawy potrzeba dwóch lat - twierdzi Grzegorz Michalski, dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.

Gorączka przed godziną zero

Minister kultury Bogdan Zdrojewski (PO) przyznaje, że inwestycja odbywa się pod straszliwą presją czasu.

Przez kilka ostatnich miesięcy trwało gorączkowe poszukiwanie zastępczych pomieszczeń potrzebnych do przechowania 5 tys. eksponatów ze starego muzeum Chopina. Trzy lata temu zakładano, że pomieszczą się w nowo wybudowanym Centrum Chopinowskim, położonym na Tamce w sąsiedztwie Zamku Ostrogskich, innej ważnej inwestycji planowanej na okrągłą rocznicę. Ale gmach - tylko w stanie surowym - będzie gotowy tuż przed rozpoczęciem Roku Chopinowskiego.

Na przechowanie rękopisów i ich konserwację zgodziła się Biblioteka Narodowa, reszta obiektów pomieści się w wynajętej przez NIFC zastępczej siedzibie muzeum.

- Trzeba nadrobić kilkanaście straconych miesięcy - przyznaje minister Zdrojewski. Nie dopuszcza myśli, że w marcu 2010 r. na zamku będą się jeszcze kręcić robotnicy. Ani że ogłoszony miesiąc temu konkurs na koncepcję ekspozycji stałej nie przyniesie rozstrzygnięcia. Wystarczy jednak lekki poślizg w terminie remontu wyznaczonym prawie na styk z rocznicą i katastrofa gotowa.

Całość tekstu w GWS:

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Ochronić widoki na zabytki

Jerzy S. Majewski; 2007-07-13, ostatnia aktualizacja 2007-07-13 23:24

Stołeczny Konserwator Zabytków w porozumieniu z UNESCO pracuje nad wyznaczeniem strefy ochronnej wokół zabytkowego centrum miasta
Strefy mają być aż dwie. Pierwsza wokół Starego Miasta wpisanego w 1980 r. na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, druga wokół Pomnika Historii, czyli fragmentu Traktu Królewskiego wskazanego do ochrony jeszcze przez prezydenta Lecha Wałęsę. Jak przebiegać mają wstępne granice obydwu buforów, można zobaczyć na stronie internetowej stołecznego konserwatora zabytków. Znalazło się w nich zarówno Nowe Miasto, jak i otoczenie Krakowskiego Przedmieścia, fragmenty Powiśla, ogrody Saski i Krasińskich, a także fragmenty praskiego brzegu Wisły.

- Na razie to pierwsze przymiarki. Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO zapytał nas, do kiedy jesteśmy w stanie przygotować projekt określony angielskim pojęciem "plan zarządzania". Chcemy opracować go do końca 2008 r. - tłumaczy Ewa Nekanda Trepka, miejski konserwator zabytków.

To ten urząd uznał, że strefę ochronną warto jeszcze rozszerzyć o obszar Pomnika Historii. Ciągnie się on wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu i Alej Ujazdowskich. Jak tłumaczy pani konserwator, w Polsce nikt jeszcze takiego planu nie przygotował. -Wzorcowy plan przygotował brytyjski Liverpool i na nim zamierzamy się wzorować - mówi.

- Propozycja UNESCO wiąże się z aktualizacją wpisów na listę dokonanych przed 1998 r. Starówka była jednym z pierwszych wpisów, dokonanych w czasie, gdy nie obowiązywały jeszcze tak rygorystyczne reguły - precyzuje Aleksandra Wacławczyk z Polskiego Komitetu ds. UNESCO.

Na obszarze objętym strefami nie można będzie realizować inwestycji niszczących charakter tej części miasta. Kryteria zatwierdzania projektów zostaną zaostrzone. Chroniona ma też być panorama miasta od strony Wisły.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Ze strony ZDM: Schody ruszyły

Warszawiacy mogą znów korzystać ze schodów ruchomych w przejściu podziemnym pod rondem przy Dworcu Centralnym. Stary mechanizm został tam zdemntowany, a pojawił się nowy pochodzący z Finlandii.
Nowe schody zostały dostosowane do funkcjonowania w złych warunkach atmosferycznych (są odporne na działanie deszczu i śniegu), mają też mechanizm tzw. "pełzania" czyli działania na zwolnionych obrotach w momencie, kiedy nie korzystają z nich piesi.

ZDM


Ze strony ZDM:Pastorały w Alejach


Aleje Ujazdowskie zmienią swój wygląd. Na całej długości ulicy od placu Trzech Krzyży do Bagateli zostaną wymienione latarnie. Dzisiaj została podpisana umowa w tej sprawie.

Do końca września pojawią się tu pastorały o takim samym kształcie co montowane na Krakowskim Przedmieściu. Kształt kloszy został sprofilowany tak, aby zmieścić w nich nowoczesne lampy - energooszczędne i zapewniające odpowiednie natężenie światła. Dodatkowo na chodniku wzdłuż ogrodzenia Łazienek pojawią się latarnie elektryczne wzorowane na lampach gazowych stojących na Agrykoli.

Ciekawostką jest fakt, że pastorały pojawią się w Alejach Ujazdowskich po raz pierwszy w historii. Przed wojną oświetlenie ulicy zapewniały bowiem lampy montowane na słupach trakcji tramwajowej.

W przyszłym roku pastorały mają oświetlać już ciąg Traktu Królewskiego między placem Zamkowym a Spacerową. Stanie się tak dzięki zrealizowanej już inwestycji na ulicy Belwederskiej, planowanych w tym roku prac w Alejach Ujazdowskich i na Krakowskim Przedmieściu, a także planowanej na przyszły roku wymianie latarni na placu Trzech Krzyży i Nowym Świecie między Książęcą a Alejami Jerozolimskimi.
ZDM

Stolica wisi na jednym lotnisku

Krzysztof Śmietana; 2007-07-07, ostatnia aktualizacja 2007-07-06 21:31

Nie ma co liczyć, że na nowe lotnisko prędko odciąży coraz bardziej zapchane Okęcie. Władze Mazowsza chciały od rządu i Unii Europejskiej dotacji aż na cztery małe porty. Nie dostały na żaden
Wśród pasażerów lądujących na Okęciu terminal dla tanich linii Etiuda nazywany jest barakiem. Odprawiani tam podróżni często nie mieszczą się w budynku i muszą stać w kolejkach na zewnątrz. To właśnie głównie tanie linie miały się przenieść do jednego z portów w okolicach Warszawy. Problem w tym, że zaangażowanemu w budowę nowych lotnisk samorządowi Mazowsza nie udaje się zdobyć pieniędzy na ten cel.

Rząd właśnie podzielił 120 mln zł na modernizację i budowę portów regionalnych. Choć Mazowsze zgłosiło cztery wnioski dotyczące: Modlina, Sochaczewa, Radomia i Mińska Maz., nie dostało żadnych dotacji. Pieniądze na przygotowanie nowych lotnisk dostał m.in. Lublin na port w Świdniku i Kielce na lotnisko w Obicach (po 14 mln zł). - To decyzja polityczna. Mazowsze przegrało z województwem świętokrzyskim, bo posłem stamtąd jest wicepremier Przemysław Gosiewski - denerwuje się mazowiecki radny Janusz Piechociński (PSL).

Nikną też szanse na to, że któreś z planowanych lotnisk na Mazowszu dostanie unijną dotację. Komisja Europejska uznała, że władze województwa przesadziły z liczbą planowanych inwestycji lotniczych. Unia nie chce dać pieniędzy na mniejszy port zwłaszcza w sytuacji, gdy w pobliżu Warszawy ma powstać nowe duże lotnisko centralne. Rząd spowolnił jednak przygotowania do jego budowy i chce zamawiać kolejne analizy w tej sprawie.

- Sprawa dotacji unijnej na jedno z lotnisk regionalnych na Mazowszu jest otwarta. Powinien być dofinansowany port w Modlinie, bo jego przygotowanie jest najbardziej zaawansowane. Rozmawiamy w tej sprawie urzędnikami Komisji Europejskiej - mówi Jacek Kozłowski, wicemarszałek Mazowsza (PO).

A przebudowa lotniska w Modlinie wciąż się opóźnia. Od wielu miesięcy powstaje raport oddziaływania na środowisko inwestycji, który według urzędników ma rozwiać wszelkie wątpliwości ekologów. Chodzi o to, by lotnisko nie zaszkodziło obszarowi Natura 2000, który obejmuje dolinę Wisły. W pobliżu Modlina żyje mnóstwo ptaków, także chronionych. Jacek Kozłowski liczy, że raport uda się dokończyć w sierpniu. Wtedy będzie można dokończyć projektowanie tamtejszego lotniska powojskowego na potrzeby ruchu pasażerskiego. - Modlin zacznie przyjmować samoloty pasażerskie w 2009 r., a najpóźniej w 2010 r. na 200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina - zapowiada marszałek Kozłowski.

Przypomnijmy, że pierwszym terminem uruchomienia portu było lato 2005 r. Pół roku wcześniej ogłosił go ówczesny szef Przedsiębiorstwa Porty Lotnicze Zbigniew Lesiecki.

Tymczasem, żeby nieco rozładować tłok w terminalu Etiuda, PPL chcą go powiększyć. Kilkumiesięczna rozbudowa zaczęłaby się najwcześniej jesienią. W tym czasie pasażerowie tanich linii byliby odprawiani w starym, buraczkowym lub w nowym terminalu, który wciąż czeka na otwarcie. Podróżni musieliby wtedy płacić za bilety w jedną stronę o mniej więcej 30 zł więcej niż dotychczas.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna



A w Warszawie można.... :-(

Niezmiernie żaluję, że Warszawa nie jest wpisana na listę UNESCO - byłaby nadal MIASTEM a nie jednym wielkim bałaganem...
Warszawa rozwijała się inaczej niż czeska Praga, miała wynikające z trudnej historii momenty całkowitego zatrzymania rozwoju, miała też chwile bardzo dobre.
Moje ulubione miejsca to między innymi Śródmieście  (Nowogrodzka, Hoża, Śniadeckich) - piękne, zdobione kamienice, w równych, harmonijnych pierzejach okalające ulice; oczywiście Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, Foksal, wspaniała zieleń przy Rozbrat i cały obszar od Rozbrat w górę - Frascati, część Górnośląskiej, itp.; dalszy teren skarpy warszawskiej wzdłuż  ciągu ulic Kruczkowskiego, Topiel, Browarna. Oczywiście Łazienki, Wilanów...
Najbrzydsze i postawione w zupełnie niewłaściwych miejscach są dla mnie budynki: Złotych Tarasów, Daewoo, Blue City, turecki wieżowiec w Al. Jerozolimskich, oraz wieżowce przy Rondzie ONZ.
Nikt nie próbował ochronić Warszawy przed tym zalewem brzydoty i kosztownej tandety...
Anna Maria

Nie psujcie Pragi drapaczami chmur

as; 2007-07-03, ostatnia aktualizacja 2007-07-03 14:13

UNESCO protestuje przeciwko budowie wielkich wieżowców, które zepsują panoramę czeskiej stolicy rozciągającą się z Hradczan
Zobacz powiekszenie
fot. materiały inwestora
Projekt zagospodarowania dzielnicy Pankrac w Pradze.


Ekskluzywny apartamentowiec w kształcie litery V ma mieć 31 pięter. Tuż obok niego firma ECM zamierza zbudować 21-piętrowy hotel formą przypominający walec. Na dwa giganty zgodził się praski konserwator zabytków i lokalny oddział Instytutu Dziedzictwa Narodowego. Oba budynki mają stanąć na praskim Pankrácu, w południowej części miasta, która swą nazwę wzięła od tutejszego kościoła pod wezwaniem św. Pankracego. Inwestor chce, aby właśnie tu, gdzie stoją już trzy wysokie wieżowce, powstało nowoczesne praskie city.

Pomysł nie spodobał się okolicznym mieszkańcom, którzy zaczęli protestować przeciwko budowlom ze stali i szkła. - Teraz inwestycja zaniepokoiła również UNESCO, które zaapelowało do władz czeskich, aby ponownie przeanalizowały wpływ drapaczy chmur na zabytkową część miasta - przyznała wczoraj Lada Pekarkova z departamentu dziedzictwa kulturowego w praskim ratuszu. Praga jest bowiem wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury.

Eksperci z UNESCO uważają, że tak wysokie budynki zepsują panoramę miasta i nie będą współgrały z historycznym sercem miasta.

Takiego samego zdania jest Międzynarodowa Rada Ochrony Zabytków i Miejsc Historycznych, która doradza UNESCO m.in. w sprawie wyboru obiektów, które należy wpisać na listę światowego dziedzictwa kultury. Ona również odrzuca plany budowy city na Pankrácu.

Niedługo oficjalne krytyczne stanowisko UNESCO uzgodnione na trwającej właśnie sesji organizacji ma trafić do władz Republiki Czeskiej. - Komitet UNESCO zażądał także, aby sytuację zbadała grupa ekspertów, którzy powinni zostać oficjalnie zaproszeni do Pragi - powiedziała Pekarkova. Czeskie ministerstwo kultury na razie zablokowało budowę dwóch drapaczy chmur. Chce poczekać na raport ekspertów UNESCO, który powinien być gotowy na początku lipca.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Statut Warszawy gotowy w październiku

Jan Fusiecki; 2007-06-29, ostatnia aktualizacja 2007-06-29 19:23

Warszawa doczeka się wreszcie statutu, czyli miejskiej konstytucji określającej kompetencje urzędów. Oznacza to koniec centralizmu, który do naszego miasta wprowadził przeszło cztery lata temu Lech Kaczyński.

- Mam dobrą wiadomość dla warszawiaków: moja komisja właśnie skończyła pracę nad statutem miasta - oświadczył w piątek Lech Jaworski (PO), szef komisji statutowo-regulaminowej, do czwartku szef Rady Warszawy.

Do rezygnacji z przewodzenia radzie zmusili go członkowie własnego klubu. Mieli mu za złe, że karnie wykonuje polecenia prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, a im przedstawia bez konsultacji projekty zarządu miasta, tak jakby byli maszynkami do głosowania. Dzień po odwołaniu postanowił pokazać, że jako szef rady nie próżnował. - Oto gotowy projekt statutu Warszawy - pokazał dziennikarzom kartki z naniesionymi długopisem ostatnimi poprawkami. - To, że Warszawa nie miała tego fundamentalnego dokumentu, uważam za kuriozum.

Faktycznie, rządzący Warszawą w poprzedniej kadencji PiS robił, co mógł, aby statutu nie uchwalić. Wpisywało się to w strategię Lecha Kaczyńskiego, który jako prezydent stolicy dążył do koncentracji władzy. A bez statutu, precyzującego uprawnienia burmistrzów 18 dzielnic, nie musiał się dzielić z nimi kompetencjami. Hanna Gronkiewicz-Waltz w kampanii wyborczej obiecywała, że jej rządy przyniosą koniec tej praktyki. Przygotowany przez radnych projekt tę zapowiedź spełnia.

Statut zakłada dużą autonomię dzielnic. Mają decydować o inwestycjach na swoim terenie (dotąd większość z nich prowadziły instytucje podległe prezydentowi), dostaną też prawo do sprzedaży nieruchomości. Przyjęcie statutu będzie oznaczało koniec delegatur, czyli wydziałów umieszczonych w dzielnicowych budynkach, ale podporządkowanych prezydentowi Warszawy, a nie burmistrzom. Władze każdej dzielnicy staną się więc odpowiedzialne za wszelkie sprawy lokalne: żłobki, przedszkola, podstawówki, nieruchomości, inwestycje, pozwolenia na budowę. Tzw. władze ogólnomiejskie, czyli ratusz, wezmą zaś pod swoje skrzydła sprawy wspólne dla miasta, np. budowę metra, licea, ochronę środowiska.

Projekt statutu musi być jeszcze zaopiniowany przez rady dzielnic i premiera. Lech Jaworski ma nadzieję, że zostanie przyjęty przez radę miejską w październiku.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Gigantyczne domy powstaną przy Grzybowskiej

Michał Wojtczuk; 2007-04-19, ostatnia aktualizacja 2007-04-19 23:31

Kolosalne osiedle na półtora tysiąca mieszkań chce zbudować hiszpańska firma na terenie dawnych Browarów Warszawskich. Zamierza tam wcisnąć trzy ponadstumetrowe budynki, trzy o połowę niższe oraz centrum handlowe tylko nieco mniejsze od Galerii Mokotów

Fot. Jan Zamoyski / AG
0,06MB

Hiszpanie z firmy Grupo Prasa zaprezentowali wczoraj koncepcję zagospodarowania terenów Browarów Warszawskich warszawskim radnym. Blisko 5 ha gruntu u zbiegu ulic Grzybowskiej i Wroniej, naprzeciwko hotelu Hilton, kupili półtora roku temu za mniej więcej 170 mln zł. Większość starych budynków już została wyburzona.

Cały artykuł: Gazeta Wyborcza






Przez wakacje tramwaje nie pojadą mostem Poniatowskiego!

Remont torów w Alejach Jerozlolimskich

Punkty zbierania "elektrośmieci"

Na stronie ELEKTROŚMIECI

Zakusy zabudowy skarpy warszawskiej

Zamach na skarpę w rejonie ulicy Żywnego

Dwie wille na Mokotowie zmieniły się w gruz

Tomasz Urzykowski; 2007-04-01, ostatnia aktualizacja 2007-04-02 09:19
Zaczęło się w sobotę o świcie. Huk burzonych ścian zerwał z łóżek mieszkańców domów w okolicy pałacyku Szustrów na Mokotowie. Łomot trwał dwa dni. Zniknęły dwie wille.
Burzenie obu domów przebiegało błyskawicznie. W sobotę łycha koparki zrównała z ziemią przedwojenną willę przy ul. Morskie Oko 1. Budynek stał na skraju skarpy, tuż przy pałacyku Szustrów i parku Morskie Oko. Wczoraj w górę gruzu zmieniła się sąsiadująca z nią powojenna willa nr 3, dawna rezydencja ambasadora Japonii. Ich miejsce zająć ma sześciokondygnacyjny apartamentowiec. Na jego budowę - nie zważając na bliskość pałacyku i parku - zgodził się w 2003 r. ówczesny wojewódzki konserwator zabytków Ryszard Głowacz.

Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: Dwie wille na Mokotowie zmieniły się w gruz

Port Czerniakowski posprzątany

Katarzyna Wójtowicz ; 2007-04-01, ostatnia aktualizacja 2007-04-02 11:09
Patrząc na śmieci, które wyciągnęliśmy z kanałku, łatwo domyślić się, jakie słodycze i piwo lubią warszawiacy - komentuje Przemek Pasek z fundacji Ja Wisła. W weekend zorganizował sprzątanie Portu Czerniakowskiego
Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: Port Czerniakowski posprzątany

Kilofy uderzają w warszawskie Stare Bielany

tu; 2007-04-02, ostatnia aktualizacja 2007-04-03 11:09
Urocze przedwojenne osiedle Związkowiec na Bielanach znika w zastraszającym tempie. Właśnie rozebrano dwa kolejne domki przy Grębałowskiej. Choć były pod ochroną, nikt nie spytał o zdanie konserwatora zabytków.
Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: Kilofy uderzają w warszawskie Stare Bielany

Sikorka i zimny prysznic powstrzymały drwali

Katarzyna Wójtowicz ; 2007-04-02, ostatnia aktualizacja 2007-04-02 20:32
Niech pan spowolni tempo, bo to drzewo jest zdrowe - poprosiła pilarza, który chciał wyciąć klon pod jej domem, Anna Świątkowska z ul. Królowej Aldony.
Drwal nie myślał ustąpić, więc chwyciła szlauch
Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: Sikorka i zimny prysznic powstrzymały drwali

"Rytm" znów w Parku Skaryszewskim

tu ; 2007-04-03, ostatnia aktualizacja 2007-04-03 11:13
Do parku Skaryszewskiego wrócił "Rytm" - jedna z najcenniejszych rzeźb plenerowych w Warszawie. Przez dwa i pół miesiąca nieobecności przeszła gruntowną konserwację. Przy okazji wyszło na jaw, z czego jest wykonana.
Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: "Rytm" znów w Parku Skaryszewskim

Jeśli nie mamy centrum - stwórzmy je

Łukasz Bertram, student III roku w Instytucie Socjologii UW

Joanna Kusiak pisze: "Nie będzie - już na pewno nie będzie - jednorodnej, spójnej zabudowy". Widzę w tym niepokojący fatalizm i usilną próbę racjonalizacji obecnej sytuacji. Tymczasem nie ma czego racjonalizować. Trzeba zamiast tego cieszyć się z każdego odnowionego budynku, każdej świeżej, ponowoczesnej, liberalnej koncepcji, z każdej inicjatywy ożywiającej miejską przeszłość. A jednocześnie wciąż domagać się więcej, więcej i więcej. Nawet jeśli Warszawa nie będzie Paryżem ani nawet Pragą, to nie oznacza to, iż nie może w tym kierunku dążyć.
Cały artykuł w Gazecie Wyborczej: "Jeśli nie mamy centrum - stwórzmy je"

Radni w obronie alei Armii Ludowej

mpw; 2007-03-22, ostatnia aktualizacja 2007-03-22 21:19

Burzliwy przebieg miała wczorajsza sesja rady Śródmieścia. 20 mieszkańców protestowało przeciwko planom zmiany nazwy al. Armii Ludowej.

Znalazła się ona na opracowanej przez Instytut Pamięci Narodowej liście ulic przeznaczonych do "zdekomunizowania". W Warszawie są to jeszcze ulice: Dąbrowszczaków, Rzymowskiego, Modzelewskiego, ZWM, Raabego, Kowalczyka, Świątkowskiego, Generała Waltera i Duracza.

Lista powstała po tym, jak premier Jarosław Kaczyński ogłosił w styczniu: - Niejeden zaciekły komunista ma wciąż swoją ulicę w Polsce. Tak być nie może - i zapowiedział opracowanie ustawy nakazującej samorządom wymienianie takich patronów.

Wczoraj przez blisko dwie godziny mieszkańcy Śródmieścia przekonywali swoich radnych, że przemianowanie ulicy będzie dla nich uciążliwe. Samorządowcy PO i LiD ich poparli, przyjmując w głosowaniu stanowisko przeciwko "dekomunizowaniu" ul. Armii Ludowej. Za zmianą nazwy głosowali tylko radni PiS. Stanowisko dzielnicowych radnych trafi do Rady Warszawy.


11-piętrowiec wypełni dziurę na Marszałkowskiej

Michał Wojtczuk; 2007-03-20, ostatnia aktualizacja 2007-03-21 11:19

W kwietniu w samym centrum miasta, u zbiegu ul. Marszałkowskiej i Żurawiej, zacznie się budowa niezwykłego 11-piętrowego biurowca zaprojektowanego przez pracownię znanego architekta Stefana Kuryłowicza

Zobacz powiekszenie
fot. Materiały Inwestora 


Biurowiec "doklei" się do siedmiopiętrowego gmachu niegdyś należącego do Mody Polskiej.
Będzie dopasowany do niego wysokością, ale w głębi budynku będzie się jeszcze na kolejne pięć kondygnacji wznosić przeszklona wieża.
Od strony Marszałkowskiej biurowiec będzie mieć podwójną fasadę - elewację obłożoną okładziną z alabastru osłoni wykusz z wygiętych szklanych tafli, które nad wejściem utworzą daszek. Podziały na tej fasadzie zaprojektowano tak, by nawiązywały do budynku po drugiej stronie Marszałkowskiej powstałego w latach 50. wg projektu Marka Leykama. Gmach będzie mieć ogromne atrium przykryte przeszklonym dachem, a na dachu niższej części zaplanowano zielony taras.

Dzięki budynkowi zniknie szczerba w pierzei Marszałkowskiej. Przed wojną w tym miejscu stała kamienica. Zburzono ją w 1946 r. podczas poszerzania Marszałkowskiej i od tamtej pory działał tam parking. Tymczasem to bardzo prestiżowe miejsce - tuż obok najważniejszego w Warszawie ronda Dmowskiego, zaledwie kilkadziesiąt metrów od Urzędu Dzielnicy Śródmieście, przy Marszałkowskiej, która jest jedną z głównych ulic w mieście. Spaceruje tędy jednak coraz mniej ludzi. Powód - sklepy renomowanych firm przenoszą się do centrów handlowych, bo przy Marszałkowskiej nie ma lokali oferujących odpowiednio duże metraże. Nowy budynek może zahamować ten trend - biura zaczną się dopiero od drugiego piętra, a kondygnację -1, parter i pierwsze piętro zajmie galeria handlowa, w której będzie aż 3,5 tys. m kw. powierzchni do wynajęcia.

Inwestorem budynku jest firma Wolf Immobilien Polen należąca do krakowskiej rodziny Likusów oraz zachodniego funduszu inwestycyjnego. Pozwolenie na budowę ma już od czterech lat, a półtora roku temu ogrodziła plac budowy. Jednak żadne prace aż do dziś się nie zaczęły. Nieoficjalnie wiadomo, że bardzo długo trwało poszukiwanie wykonawcy i negocjacje ceny. Kilka dni temu Wolf wreszcie podpisał kontrakt z firmą Warbud.

- Do załatwienia pozostały jeszcze tylko drobne formalności, musimy np. dostać od ratusza zgodę na zajęcie części chodnika i części ul. Żurawiej - mówi Wojciech Gerber z Warbudu. - Liczymy na to, że pierwsze prace przygotowawcze zaczniemy w kwietniu, natomiast na przełomie września i października zaczniemy wykopy i stawianie ścian szczelinowych.

Budowa potrwa aż dwa lata, bo biurowiec ma mieć pięć podziemnych kondygnacji. Najniższa będzie ponad 20 m pod poziomem gruntu - głębiej niż metro przebiegające tuż obok, pod ul. Marszałkowską. Cztery z tych pięter zajmie parking na ok. 150 samochodów.

Wolf jak dotąd zbudował w Warszawie dwa biurowce - przy ul. Zielnej obok PAST-y i przy ul. Nullo. Najgłośniej jednak jest o planowanym budynku tej firmy - domu towarowym, który miałby powstać u zbiegu ul. Brackiej i Al. Jerozolimskich. Ma to być pięciopiętrowy gmach o czarnej jak bazalt elewacji. Przeciwko tej inwestycji protestują sąsiedzi, bo budynek ma stanąć zaledwie 12 m od ich okien. Sprawa czeka na rozpatrzenie w wojewódzkim sądzie administracyjnym.


Korzystne dla Pani Gronkiewicz-Waltz orzeczenie Trybunału

PAP, wot; 2007-03-13, ostatnia aktualizacja 2007-03-13 17:18

Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją przepisy, na mocy których utracili mandaty radni, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy nie złożyli na czas oświadczeń dotyczących majątku własnego lub małżonka.

Rozstrzygnięcie ma kluczowe znaczenie dla batalii o mandat prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO). Niedawno Jacek Sasin, wojewoda mazowiecki z PiS ogłosił wygaszenie tego mandatu właśnie z powodu spóźnionego złożenia przez panią prezydent oświadczenia o działalności gospodarczej jej męża. Gronkiewicz-Waltz nie zgodziła się z tą decyzją i zapowiedziała, że będzie dochodzić swoich racji w sądzie. Obie strony sporu czekały na dzisiejsze orzeczenie Trybunału, by zależnie od jego rozstrzygnięć poinformować o dalszych krokach.

Trybunał badał konstytucyjność tych przepisów na wniosek grupy posłów Platformy Obywatelskiej. Niezgodne z konstytucją przepisy stracą swoją moc z dniem opublikowania dzisiejszego rozstrzygnięcia TK w Dzienniku Urzędowym.

- Cieszę się, że idea samorządności zwyciężyła - tak prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz skomentowała wyrok Trybunału.

Jak podkreśliła prezydent Warszawy, wyrok oznacza, że wszystkie podjęte przez nią do tej pory decyzje są ważne, a wojewoda mazowiecki, który wygasił jej mandat, pospieszył się ze swoim zarządzeniem.


Dlaczego znikają kina Max Filmu

Michał Wojtczuk; 2007-02-12, ostatnia aktualizacja 2007-02-13 09:28

Max Film niegdyś miał najwięcej kin w Warszawie. I to kin niezłych: z tradycjami, klimatem. Dziś nie ma już Warsa, Sawy, Relaksu, Skarpy i wielu innych. Max Film uważa, że nie było sensu ich ratować. Teraz przymierza się do zamknięcia Ochoty.

O Max Filmie głośno zrobiło się pod koniec ubiegłego roku, gdy firma ogłosiła, że zamknie kino Relax. Budynek sprzedała krakowskiej sieci delikatesów Alma. Po tym wydarzeniu wielcy twórcy polskiego kina, tacy jak Kazimierz Kutz, Krzysztof Krauze czy Andrzej Wajda, podpisali list protestacyjny przeciwko Max Filmowi, zarzucając spółce, że działa na szkodę kultury polskiej pod pozorem zwiększania efektywności gospodarczej. Bo to nie było jedyne kino Max Filmu, które zniknęło.

- Kino Relax zamknęliśmy po dokładnych analizach ekonomicznych. Wars miał za słabą frekwencję. Syrena i 1 Maj nie przeżyły zapaści początku lat 90. Skarpa? Kina jednosalowe są skazane na wymarcie. Sawa - błąd, ale nie mój. Na Ochotę mam pomysł, ale go nie zdradzę. Iluzjonu nie wyremontuję, niech to zrobi Filmoteka Narodowa - mówi Krzysztof Andracki, prezes Max Filmu.

Od "ifa" do wolnego rynku

Spółka Max-Film wyewoluowała z państwowej Instytucji Filmowej Dystrybucji Filmów "Max". Takich instytucji, tzw. ifów, na początku lat 90. było w całym kraju siedem. W 1998 r., wraz z wprowadzeniem reformy samorządowej, "ify" wyposażono w majątek po dawnym Państwowym Przedsiębiorstwie Rozpowszechniania Filmów podlegającym kiedyś Urzędowi Kinematografii i przekazano samorządom. Niektóre samorządowcy sprywatyzowali - na przykład Neptun Film na Pomorzu (deweloper kupił go tylko po to, żeby kamienice z kinami w parterach przerobić na hotele). Niektóre stały się samorządowymi instytucjami kulturalnymi, takimi samymi jak muzea czy opery (tak jest z Silesia Film na Śląsku). Władze samorządu województwa mazowieckiego pierwszej kadencji, w czasach kiedy marszałkiem był jeszcze Zbigniew Kuźmiuk z PSL, postanowiły zaś swojego "ifa" przekształcić w spółkę akcyjną i objąć w niej wszystkie udziały.

W ten sposób samorząd bronił się przed roszczeniami innych województw, na których terenie rozsiane były kina należące do Maksa (do dziś ma on m.in. kina w Lublinie, Suwałkach, Ełku). Urzędnicy liczyli, że im więcej spółka będzie mieć majątku, tym lepiej będzie sobie radzić.

Dzięki przekształceniu Max Filmu w spółkę samorząd nie dopłaca do niego (dla porównania: samorząd województwa śląskiego w tym roku wyda na Silesię ok. 3 mln zł). Efekt uboczny jest taki, że spółka musi dużą wagę przywiązywać do obcinania kosztów. Zarząd województwa przyjął to do wiadomości, zapisując w 2004 r. (marszałkiem wtedy był Adam Struzik z PSL) w strategii rozwoju spółki, że jej zadaniem są "działania mające zwiększać przychody", tak by było z czego budować nowe kina oraz remontować stare. W praktyce często oznacza to zamykanie kin deficytowych.

Stare kina nie mają racji bytu

- Relax to jedyne kino, które sprzedaliśmy - mówi Krzysztof Andracki. Zapewnia, że zyski ze sprzedaży biletów nie wystarczały nawet na pensje dla pracowników. - Po odliczeniu podatku za Relax dostaliśmy 15 mln zł. Dzięki tym pieniądzom, wspartym kredytem, budujemy dwa czterosalowe kina w Płocku i Siedlcach za łączną kwotę 40 mln zł. My nie wyprzedajemy majątku, my go przenosimy, a przy okazji pomnażamy. Proszę pamiętać, że w Warszawie w ostatnim czasie powstało ponad sto sal kinowych na ponad 20 tys. miejsc. Nie ma uzasadnienia dla konserwowania w Warszawie starych, przynoszących straty kin, gdy tymczasem np. w 130-tysięcznym Płocku nie ma kina w ogóle - przekonuje.

Jednak lista zamkniętych kin Max Filmu jest długa. Na Pradze zniknęły Syrena i 1 Maj (- Pracuję w Max Filmie od trzech lat. Tamte kina zamknięto na początku lat 90., wtedy upadło wiele z nich - mówi Andracki) oraz Sawa (też jeszcze przed Andrackim). To ostatnie kino miało zniknąć tylko czasowo - Max Film zawarł spółkę z deweloperem, który na miejscu kina postawił apartamentowiec i miał w nim przeznaczyć część powierzchni na nowe kino. Jednak Max Film nie wpłacał umówionych kwot na inwestycję i tracił udziały w spółce. Deweloper zamiast kina otworzył supermarket. W podobny sposób Max Film został wypchnięty ze spółki, która na miejscu kina Moskwa budowała kompleks biurowy z multipleksem: gdy rozwiązywano spółkę, miał już tylko 1,56 proc. udziałów.

Kino? W tym roku nie byłem

Apartamentowiec z salą kinową ma też powstać na miejscu kina Wars. Formalnie nie jest jeszcze sprzedane - Max Film zawarł z deweloperem na razie tylko umowę przedwstępną. Prezes Andracki zapewnia, że jest ona sformułowana tak, że deweloper musiałby zapłacić słone kary, gdyby wycofał się z budowy kina. Ale dlaczego to kino w ogóle trzeba było zamknąć?

- Było w takim stanie, iż nawet najbardziej zagorzali miłośnicy kina nie chcieli do niego przychodzić - mówi Andracki. Jego zdaniem remont kina nie miał sensu. - Roman Gutek, który dzierżawił to kino przez dziesięć lat, proponował, by je przebudować na kilkusalowe kino, ja wykazywałem, że to nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Jak do tego kina mieliby się dostać widzowie? Zostawić samochód pod pomnikiem Powstania i iść taki kawał? - pyta retorycznie.

Nie ukrywa, że znawcą przyzwyczajeń widzów jest teoretycznym: - Z przykrością stwierdzam, że nie bardzo mam czas na chodzenie do kina. Za dużo zabiera mi go praca, resztę poświęcam mojej rodzinie. Ostatnio widziałem "Apocalypto" i "Krwawy diament" na Forum Wokół Kina w Krakowie. W tym roku nie byłem w Warszawie w kinie. A w zeszłym? Na pewno z rodziną. Na jakim filmie? Nie przypomnę sobie.

Kina jednosalowe wymrą

Dobry dojazd jest do kina Skarpa. Należy do Max Filmu, dzierżawiąca je firma zamknęła je pięć lat temu. Max Film nie zamierza go wskrzeszać - porozumiał się z deweloperem, który obiecuje tu zbudować apartamentowiec z dwoma luksusowymi salkami kinowymi. Z kinem Praha się udało - co prawda zostało zburzone, ale na jego miejscu wyrósł kompleks biurowy z trzysalowym multipleksem, który zostanie otwarty we wrześniu. Czy Warsa i Skarpy nie można było uruchomić bez takiej przebudowy, inwestując jedynie w nowe fotele i projektory?

- W Relaksie mieliśmy nowoczesne fotele, projektor i nagłośnienie, a frekwencję mieliśmy słabą, bo dystrybutorzy wymagali od nas, żebyśmy przez cztery tygodnie grali tylko ich film. Ludziom nawet nie chciało się sprawdzać repertuaru w gazecie. Ponieważ widzów było mało, z czasem dystrybutorzy przestali nam dawać kopie premierowych filmów - wspomina Michał Komoń, ostatni kierownik Relaksu.

Max Film rozważa możliwość zamknięcia kolejnego jednosalowego kina - Ochoty. Czy zamieni się w apartamentowiec, jak Wars? - Mamy ambitne, związane z kulturą plany co do tego kina, ale ich nie zdradzę - mówi prezes Max Filmu.

Niech inwestuje kto inny

Przykładów cięcia "zbędnych" kosztów przez Max Film jest dużo. Oprócz Centrum Praha inwestycje znaleźć trudno. Spółka od ponad roku zapowiada przebudowę Wisły na kino sześciosalowe. Jednak modernizacja wciąż się nie zaczyna - jak mówi prezes Andracki, z powodu niemożności porozumienia się z dwoma przedwojennymi spółdzielniami mieszkaniowymi, które mają roszczenia do tego obiektu.

Próżno też czekać na remont coraz bardziej niszczejącego Iluzjonu. Max Film, do którego należy budynek, przymierzał się do jego gruntownej przebudowy - do istniejącego budynku miał być dostawiony nowy pawilon z dwoma salami kinowymi, biblioteką i salą klubową. Urbaniści byli przerażeni tym pomysłem. - Ale w Ministerstwie Kultury projekt się podobał. Tylko, że ministerstwo nie może wykładać pieniędzy na obiekt będący naszą własnością. Zaproponowałem ministerstwu kupno obiektu po cenie rynkowej. Dla resortu to za drogo. Z powodów oczywistych projekt upadł - mówi Andracki.

Modernizacją polegającą na zainwestowaniu w fotele czy projektory nie jest zainteresowany. - To zadanie dla dzierżawcy: Filmoteki Narodowej, która może wystąpić o środki z Ministerstwa Kultury, albo Instytutu Sztuki Filmowej - uważa prezes Max Filmu. Choć jego firma buduje kina w Płocku i Siedlcach, w dzielnicach-sypialniach Warszawy, takich jak Białołęka czy Ursus, inwestować nie zamierza. - Kina na obrzeżach miasta będzie można budować, gdy upowszechni się kino cyfrowe i odpadnie problem kosztu powielania kopii. Dystrybutor nie będzie już musiał wybierać tylko kin o najlepszej frekwencji i kopie będzie mogło dostać nawet małe kino na peryferiach - przekonuje Andracki.


Przywrócić nazwę "Stołeczna"

Jarosław Osowski; 2007-03-04, ostatnia aktualizacja 2007-03-05 08:19

Grupa warszawiaków zaczyna starania, by na mapie Warszawy znowu pojawiła się ulica "Stołeczna". Podobnie jak za czasów prezydenta Starzyńskiego znowu ma to być nowa trasa prowadząca do stolicy

O nową Stołeczną od kilkunastu miesięcy walczą internauci z forum dyskusyjnego o warszawskich zabytkach w portalu Gazeta.pl. - Warto, żeby taka nazwa przetrwała. Dla ulicy to wyróżnienie, od razu rośnie jej ranga - uważa Przemysław Burkiewicz, wiceprezes Komitetu Obrony Zabytków.

Przeglądając archiwalne teksty "Gazety", internauci natknęli się na artykuły z jesieni 1993 r. Opisywaliśmy wtedy spór o ul. Stołeczną, która istniała na Żoliborzu już przed wojną. Radni zdecydowali wtedy, że jej patronem zostanie ks. Jerzy Popiełuszko. Na nic się zdały protesty, pikiety i sprawy w sądach, gdzie jeszcze długo o Stołeczną walczyła grupa mieszkańców z Sadów Żoliborskich. Ludzie wciąż malowali tę nazwę na murach kamienic. Do dziś przetrwała tylko jedna tablica i lampka numerowa z nazwą "Stołeczna". Wisi na ścianie Liceum Sióstr Zmartwychwstanek na rogu ul. Krasińskiego, a siostry nie zamierzają jej demontować.

Żeby ocalić nazwę, "Gazeta" proponowała, by "Stołecznym" nazwać rondo na centralnym skrzyżowaniu w Warszawie u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Zebraliśmy mnóstwo kuponów z poparciem czytelników, ale urzędnicy zajmujący się nazywaniem ulic znowu byli nieprzejednani. - To rondo jest szykowane dla ważnej osoby - słyszeliśmy w kuluarach. Wkrótce okazało się, że jest nią Roman Dmowski, który jako patron przyjął się średnio. I ciągle części warszawiaków myli się z Daszyńskim, który dostał w tym samym czasie rondo u zbiegu Prostej i Towarowej.

Przemysław Burkiewicz przyznaje, że jego znajomych zaintrygował pomysł "Gazety" sprzed lat na to, by "Stołeczna" nie znikła z mapy Warszawy. Teraz Komitet Obrony Zabytków proponuje, by nazwać tak nowy, prawie 11-kilometrowy wjazd do miasta od zachodu. Jego budowa ma się zacząć jesienią tego roku na przedłużeniu Trasy Armii Krajowej. Na początku 2010 r. kierowcy będą tędy jeździć od przyszłej autostrady A2 w Konotopie przez Bemowo na Powązki.

Czy to dobry pomysł? W tej sprawie Komitet właśnie zaczyna konsultacje z varsavianistami, Zespołem Nazewnictwa Miejskiego i Towarzystwem Przyjaciół Warszawy. Wyśle też petycję do Rady Warszawy. - Bez trudu zbierzemy pod naszą propozycją 15 podpisów, czego wymagają przepisy. Chcemy jednak, żeby było ich przynajmniej 50. Wtedy radni przekonają się, że powrót Stołecznej to bardzo ważna sprawa - mówi Przemysław Burkiewicz.


Pałacyk Michla, Żytnia, Wola...

Krzysztof Jóźwiak; 2007-02-24, ostatnia aktualizacja 2007-02-24 00:08

Pomnik-głaz upamiętniający powstańców broniących pałacyku Michlerów stanął na ul. Wolskiej 40. To właśnie tutaj powstał słynny powstańczy "przebój" - "Pałacyk Michla" - który dzisiaj jest hymnem Woli.

Zobacz powiekszenie
Fot. Aleksander Prugar / AG
Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas uroczystości
Trzeciego dnia powstania teren zakładów Michlera przy ul. Wolskiej 40 obsadziła grupa szturmowa Batalionu "Parasol" dowodzona przez Janusza Brochwicz-Lewińskiego ps. "Gryf". Ich zadaniem było zaskoczenie Niemców szykujących się do szturmu na barykadę przy ul. Młynarskiej zamykającą drogę do centrum miasta. 4 sierpnia, tuż przed decydująca walką, młodzi powstańcy urządzili w pałacyku Michlerów tzw. wieczorynkę. - Był to wieczór poświęcony rozrywce. Mój dobry kolega, podchorąży Józef Szczepański "Ziutek" usiadł przy pianinie Bernstein i napisał słowa i melodię piosenki "Pałacyk Michla". Zaczęliśmy ją wszyscy śpiewać. Ta piosenka stała się naszym hymnem - wspominał Janusz Brochwicz-Lewiński "Gryf". Wczoraj razem z Hanną Gronkiewicz-Waltz, prezydentem Warszawy, i Markiem Andrukiem, burmistrzem Woli, odsłonił pomnik, który stanął w miejscu nieistniejącego już pałacu Michlerów.

Kiedy po 58 latach pobytu na emigracji Janusz Brochwicz-Lewiński wrócił do Polski, w czasie spotkań z młodzieżą często słyszał pytania: Gdzie był pałacyk Michla?, Jak wyglądał? Wtedy narodził się pomysł ustawienia pomnika. Ma on formę dużego głazu, na którym umieszczono opis walk 1 kompanii szturmowej Batalionu "Parasol". U jego podstawy stoi drugi, mniejszy kamień z wizerunkiem pałacu Michla. Ceremonia odsłonięcia pomnika odbyła się w asyście Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, licznie zjawili się kombatanci i mieszkańcy Woli. Nie zabrakło także słynnej powstańczej piosenki, którą odegrała na koniec uroczystości orkiestra wojskowa.

Powstańcy z "Parasola" byli wyraźnie wzruszeni, ale chętnie wspominali powstańcze boje. - Najcięższe walki o pałacyk Michlera i znajdujące się z tyłu młyny parowe stoczyliśmy 5 sierpnia. Od samego rana odpieraliśmy kolejne szturmy renegatów z brygady Dirlewangera - mówił Janusz Brochwicz-Lewiński. Garstka powstańców powstrzymała pięć morderczych ataków niemieckich wspieranych czołgami i artylerią. Mimo że sytuacja stawała się coraz trudniejsza, żołnierzy "Parasola" nie opuszczała iście ułańska fantazja. - Pamiętam, że na chwilę przed wycofaniem się zorganizowaliśmy jeszcze wypad na ulicę Działdowską, gdzie zniszczyliśmy dwie Pantery - wspominał Zbigniew Rylski ps. "Brzoza".

Samorządy finalizują przejęcie WKD

Małgorzata Zubik; 2007-03-01, ostatnia aktualizacja 2007-03-01 19:49

Po blisko dwóch latach starań samorządy finalizują kupno WKD. Samorząd Mazowsza planuje jeszcze w tym roku przetarg ma dostawę 11 nowych pociągów.

- Dobrze, że wreszcie się to stało - ocenia burmistrz Podkowy Leśnej Andrzej Kościelny. - Tylko dlaczego trwało to dwa lata?

Wczoraj mieliśmy "mały finał" przejęcia kolei. Władze Mazowsza i leżących wzdłuż linii WKD Pruszkowa, Podkowy Leśnej, Milanówka, Grodziska Mazowieckiego, Brwinowa i Michałowic popisały aneks do umowy. Dzięki niemu mają prawo przejąć wszystkie udziały w kolejce. Transakcja będzie sfinalizowana pod koniec marca. Wtedy samorządy staną się właścicielami WKD.

Zabraknie wśród nich Warszawy, która wbrew umowie z jesieni 2005 r. wycofała się z kupna udziałów kolei. Jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu, zostawiła sobie jednak furtkę. Na ostateczną decyzję stolica ma trzy miesiące. Jeśli postanowi wejść do spółki, odkupi przypadające jej udziały od samorządu Mazowsza. - Jeszcze analizujemy tę sprawę, chcemy ją dobrze przemyśleć - mówi rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk.

Z WKD codziennie korzysta ok. 26 tys. pasażerów. Co zyskają? Piotr Szprendałowicz z zarządu Mazowsza: - W ciągu najbliższych dwóch-trzech lat w kolejkę zainwestujemy 166 mln zł.

Kilkanaście milionów pochłoną wydatki na infrastrukturę. Większość pieniędzy - 142,5 mln zł - samorząd przeznaczy na nowe pociągi. Zaplanowano ich 12. Jeden, prototyp z bydgoskich zakładów PESA, jeździ już od kilku lat. Pasażerowie na niego narzekają, bo szwankuje. Teraz, jak powiedział "Gazecie" Janusz Ulatowski, dyrektor departamentu nieruchomości i infrastruktury w urzędzie marszałkowskim, samorząd ogłosi duży przetarg. - Mam nadzieję, że stanie się to jeszcze w tym roku - mówi.

Plany na przyszłość WKD są szerokie: remont i modernizacja całej linii z Warszawy do Grodziska, budowa drugiego toru między Grodziskiem a Podkową Leśną, otwarcie sieci parkingów przy stacjach. Samorządowcy liczą na pieniądze z Unii Europejskiej.

Konsorcjum Samorządowe kupi wszystkie udziały kolejki od PKP SA za 3 mln zł. 27 proc. udziałów trafi do małych samorządów, resztę dostanie Mazowsze. Jest jeszcze jedna przeszkoda formalna - potrzeba zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bo po wycofaniu się ratusza samorząd województwa zyska w spółce pozycję dominującą. Formalności mają być dopięte w miesiąc.


Cytat z Forum GW:
•  Uwaga obcy !       condor   22.12.05, 08:32  + odpowiedz

Do założenia tego forum skłoniła mnie szeroka dyskusja na temat " obcych " w Warszawie która przewija sie co jakiś czas na róznych forach. Mieszkam w tym mieście od 1996 roku i przyznam że bywało różnie z tą naszą przysłowiową gościnnością.
Z opinią auslandera spotykałem sie wiele razy i czesto dawano mi do zrozumienia to iż jestem z prowincji - czyli gorszy, bez jedynie słusznego pochodzenia. Co najciekawsze w tym wszystkim to fakt że ludzie podkreśląjacy swoją "warszawskość" okazywali się przeważnie takimi samymi przybyszami jak ja. Urodziłem się i wychowałem u podnóża gór świętokrzyskich w pięknym historycznym mieście Przedbórz.
Zawsze chętnie podkreślam swoje pochodzenie i jeśli nawet będę tu mieszkał do końca swoich dni - nigdy nie powiem - jestem z Warszawy. Dlaczego ? Po pierwsze szczyce się swoimi korzeniami a po drugie.... Czy warszawiak to brzmi dumnie ? Nie sądzę.
--

•  Re: Uwaga obcy !      adep1   03.03.06, 17:11  + odpowiedz
Witam, my, warszawiacy, zawsze byliśmy gościnni - bo to jest nasza cecha narodowa, nas - Polaków;
Jak wynika ze zdania "Co najciekawsze w tym wszystkim to fakt że ludzie podkreśląjacy swoją "warszawskość" okazywali się przeważnie takimi samymi przybyszami jak ja", to nie rdzenni warszawiacy są nie gościnni;
Natomiast rzeczywiście budząca się w rdzennych warszawiakach niechęć do przyjezdnych znajduje swoje wyłumaczenie w zdaniu: "Zawsze chętnie podkreślam swoje pochodzenie i jeśli nawet będę tu mieszkał do końca swoich dni - nigdy nie powiem - jestem z Warszawy. Dlaczego ? Po pierwsze szczyce się swoimi korzeniami a po drugie.... Czy warszawiak to brzmi dumnie ? Nie sądzę."
Jestem rdzenną warszawianką, córką żołnierza AK, walczącego w Powstaniu Warszawskim. Mój ojciec w czasie walk na Starym Mieście dwukrotnie został ranny - bez przenośni moge powiedzieć, że jego krew została na warszawskim bruku. Dla mnie Warszawa to MOJE miejsce pochodzenia, "zawsze chętnie podkreślam swoje pochodzenie" i ja UWAŻAM, że warszawiak to brzmi dumnie.  
Natomiast nie toleruję w SWOIM mieście ludzi, którzy tu przyjeżdżają "za chlebem" zostawiając CAŁE serce w swoim miejscu urodzenia. Miejscu urodzenia należy się pierwszeństwo, ale negatywne nastawienie do miejsca, które się wybrało do życia, to jest poprostu CHORE. Taka postawa budzi naturalną reakcję: "Jak się nie podoba, to droga wolna!".  
A jeżeli chcesz tu żyć, "nawet do końca swoich dni", to oddaj temu Miastu co mu się należy!  Warszawa była "Paryżem Północy" a jednocześnie potrafiła być niepokonana w walce - zniszczona, prawie zabita, ale nie uległa! Warszawiacy to byli ludzie "z  fasonem" - bystrzy, z humorem, dumni ze swojej warszawskości, kochający swoje miasto - aż po śmierć. Mój ojciec idąc do AK miał 18 lat - większość jego towarzyszy broni była w podobnym wieku. Nikt im nie "kazał" iść, nikt nie namawiał - sami szukali kontaktu. Większość towarzyszy mojego ojca poległa w walce lub z odniesionych ran - każdy, kto zastanawia się "Czy warszawiak to brzmi dumnie" obraża tych poległych, tych, którzy walczyli i mieli szczęście przeżyć oraz rodziny walczących.
A ktoś, kto swoje zastanawianie się podsumowuje "Nie sądzę" powinien:
-po pierwsze przeprosić,
-pod drugie obowiązkowo zapoznać się z historią Warszawy,
-po trzecie zrozumieć, że najwyższy czas odciąć pępowinę i część uczuć do miejsca urodzenia przenieść na to miejsce,
miejsce, które przyjmuje ludzi z całego kraju i czeka na to, że ludzie ci włączą się w historię miasta, w jej kontynuację, w trwanie... że tak jak wszyscy, którzy tu przybywali wcześniej, włączą się ze wszystkich sił w budowanie stolicy Polski coraz piękniejszej, dumnej, godnej przyszłości we Wspólnej Europie, stolicy z której nie tylko jej mieszkańcy, ale wszyscy Polacy będą mogli być dumni - tak, jak w przeszłości, kiedy wielokrotnie cała Polska patrzyła na Warszawę z dumą - czasem ze ściśniętym sercem i łzami w oczach, a czasem z uśmiechem ... jak to w życiu..
--
^ Na górę



Strona utworzona: 31 stycznia  2006;  Właściciel strony: Anna Maria;  

Inne moje strony: zawodowa  "A.M.D. Ubezpieczenia"; prywatne  "Kwiaty na balkonach" ; "Miłe miejsca spacerowe".